26 czerwca 2017
poniedziałek

Dziś imieniny:
Jana, Pawła, Miromira

Nowy numer Kuriera Lokalnego już za 13 dni.

Naszą stronę odwiedziło już 292197 gości.

Strona główna     Kącik fotograficzny      Oferta     Historia     Kontakt






Podział na regiony

   Ogólne
   Stęszew
   Kościan
   Grodzisk Wlkp.


Przydatne adresy

|Policja pow. Poznań|
|Policja Wlkp.|
|Policja Grodzisk Wlkp|
|Policja Kościan|
|Straż Pożarna Kościan|
|Straż Pożarna Grodzisk Wlkp|
|Grodzisk Wlkp. - miasto|
|Grodzisk Wlkp. - powiat|
|Stęszew - miasto|
|Kościan - miasto|
|Kościan - powiat|





Kurier Lokalny wczoraj i dziś:


numer na 20-lecie:



numer na 20-lecie:



numer na 15-lecie:



numer na 10-lecie:



numer na 5-lecie:



Pierwszy numer:



 

 

AKTUALNOŚCI

Joanna ze Stęszewa na ławie oskarżonych

- Witam pani Ewuniu, mam rarytaska dla Pani! - zaczęła swą wiadomość do Kuriera lokalnego mieszkanka Poznania Kasia K., którą dawna stęszewianka naciągnęła na 30 tysięcy podając się za prawniczkę. Pani Katarzyna ma stoisko w budynku Giełdy Odzieżowej przy ulicy Głogowskiej w Poznaniu. Na Giełdę wybrała się kiedyś Joanna szukając materiału na uszycie togi adwokackiej. A że pani Kasia właśnie szukała prawnika przyjęła prawną usługę od Joanny. - Została dowieziona i doprowadzona na rozprawę przez policję z aresztu - pisze dalej pani Katarzyna. Może Pani obwieścić wszystkim pokrzywdzonym, że Joanna M. lub B. lub S. - bo tyle zmian nazwiska w ostatnich latach zrobiła - siedzi w areszcie. Zasyłam zrobione w Sądzie Okręgowym w Poznaniu zdjęcia. * * * Na foto oszustka siedziała w Sądzie między policjantami

Dodamy, że archiwum Kuriera lokalnego w sprawie Joanny jest chyba największe z możliwych. Mamy dokumenty sięgające roku 2007. Niemal wszyscy poszkodowani zwracali się do redakcji KL o jakąś podpowiedź w sprawie oszustki. Mamy z tymi ludźmi kontakty osobiste, telefoniczne lub mailowe, czasem nawet na facebooku. Stąd taka zażyłość pani Kasi przy zwracaniu się do redaktor naczelnej KL. *** 25 lutego we wtorek na godzinę 15-tą policyjnym wozem dowieziono z Leszna do poznańskiego Sądu Okręgowego aresztowaną wcześniej Joannę. Był z nią adwokat - już drugi w ciągu krótkiego czasu. Poprzedniemu wypowiedziała pełnomocnictwo. Nowy chciał odroczenia sprawy, bo nie zdążył zapoznać się z aktami. Sędzia Antoni Łuczak nie wyraził jednak na to zgody i proces ruszył. Odczytano jej wcześniejsze wyjaśnienia, po czym sędzia zaczął zadawać pytania dotyczące wyłudzania pieniędzy od wielu Wielkopolan. Joanna odpowiadała bardzo cichym, niemal dziewczęcym głosem, że nie potwierdza, że to prawda, ale i niczego nie zaprzecza. Wcześniej jednak chce się poradzić swego obrońcy. Oficjalnie jednak nie przyznała się, by chciała oszukiwać ludzi. „Sprzedała” w sądzie taką oto swoją historię: - Pożyczyłam czasem od kogoś pieniądze, ale zawsze je oddawałam - mówiła. W 2003 roku przyszli do mnie dwaj panowie i pani. Niby prawnicy. Wiedzieli o mnie i moim pierwszym małżeństwie wszystko. Mieli nawet zdjęcia z mojego ślubu - powiedziała. Wtedy dowiedziałam się o spadku po dziadku, który mieszkał we Włoszech. Sędzia w dokumentach ma zeznania, że innym pożyczkodawcom opowiadała o dziadku fabrykancie, o marynarzu, albo o zamożnym rolniku. Gdy zapytał, o tych innych, bogatych krewnych, nic nie odpowiedziała. Kurier loklany może przypomnieć, że pożyczała także na swoją chorą córkę, która miała być właśnie w szpitalu na Przybyszewskiego i potrzebna była gotówka na operację i leczenie. Innym razem chciała pośredniczyć w sprzedaży dużej połaci ziemi należącej do mieszkańców Rosnówka. Ponoć mieli śmiertelnie chorą osobę w rodzinie i pilnie potrzebowali pieniędzy. Sprawa szła o 160 tysięcy złotych. Było i tak, że dawne znajome ze Stęszewa i okolic też dawały jej niezłą kasę licząc na zwrot i na wysokie odsetki. Czasem niezbyt bogaci ludzie chcieli sobie dorobić i dali się wciągnąć. Tak było z wielodzietną rodziną z Zador w gminie Czempiń. Oni przelali na konto męża Joanny 30 tysięcy. A miało to być na zakup maszyny dziewiarskiej do pracy chałupniczej. Kolejna niezbyt zamożna rodzina - z Trzebawia - sprzedała ziemię, by dać pieniądze Joannie. A Łukasz - chłopak spod Konina i jego kolega? Pracowali z Joanną w firmie telekomunikacyjnej na umowę-zlecenie? Wzięła od chłopaków kilkanaście tysięcy, by załatwić im wyjazd do Berlina, na szkolenie. Potem mieli otrzymać pracę w hurtowni farmaceutycznej pod Poznaniem. Nie było, ani szkolenia, ani pracy, ani pieniędzy. Łukasz wcześniej długo był bezrobotnym. Potem ciężko pracował, by wydostać się z dołka, a na koniec został totalnie z wszystkiego okradziony. Nie może zrozumieć, jak osoba, która udawała wobec niego przyjaźń mogła go tak oszukać? Zgłosił sprawę na Komisariat Nowe Miasto w Poznaniu. Policja spisała zeznania, a po jakimś czasie przysłała pismo o umorzeniu postępowania. Poszkodowani odbijali się o mur. Odpowiednie służby nie chciały pomóc w powstrzymaniu oszustki. Kolejna osoba, to Monika P. Zaprzyjaźniła się z Joanną w pracy. Pożyczyła 30 tysięcy. To tylko kilka przykładów działania 40-letniewj wtedy kobiety. W Poznaniu niebawem zaczęła przedstawiać się, jako osoba po studiach mająca tytuł magisterski z pedagogiki. Wielu ludziom przedstawiała się też, jako prawniczka. W ten sposób zdobyła pieniądze od wspomnianej na początku pani Kasi. Pomoc prawną obiecywała też młodemu małżeństwu, gdy tamci starali się o odszkodowanie za samochód. Przypomnijmy i to, co pisaliśmy w poprzednim numerze KL, że w ubiegłym roku właściciele zakładu fryzjerskiego w Przeźmierowie dali do rąk własnych Joanny gotówkę w kilku rata. Najpierw 12.600 złotych bez pokwitowania. Potem 30 tys., jako koszty sądowe. Potem dopłacili do 50 tys. i dalej 100 tys. złotych i 190 tysięcy. Poszkodowana pani Jola N. z Przeźmierowa opisując swoje kłopoty dodała na koniec. - Na zapytanie męża o potwierdzenia wpłat, pani Joanna poinformowała, że przyniesie do końca roku 2014 - pisała do KL poszkodowana. W grudniu 2014 mąż drogą sms poprosił o adres sądu, gdzie zostały wpłacone pieniądze, ta zbyła go sms-ową odpowiedzią, że ma być cierpliwy i czekać na werdykt z Sądu Pracy. Potem od połowy grudnia 2014 roku kontakt się całkowicie urwał. Telefony milczały. * Jest tyle przykładów, że trudno wszystkie wymieniać. Opiszemy jeszcze przypadek jednego z właścicieli domu w podpoznańskich Naramowicach, u którego wynajmowała dom po wyjeździe ze Stęszewa. Był starszym kawalerem. Zachęcała go do wspólnych wczasów na Majorce. Ostatecznie samotnego pana z tarapatów wyciągnęła jego siostra, gdy zobaczyła, że przychodzą ponaglenia za nie zapłacone rachunki za prąd, gaz i wodę. Siostra poszkodowanego napisała do KL, że zmusiła Joannę do wyprowadzki i że tak zniszczonego mieszkania i mebli nie widziała. Była to jesień 2014 roku. Joanna mieszkała wtedy z dwoma starszymi synami, z dziewczyną starszego, jego maleńkim dzieckiem, córką, która tam dojeżdżała, co jakiś czas i dwójką nowo narodzonych, kolejnych, swoich dzieci - synkiem i córeczką. Razem z wszystkimi żyły tam jeszcze trzy psy. * 25 lutego wszystkie te sprawy i jeszcze kolejne przedstawione były w opasłych tomach akt leżących na pulpicie przed sędzią Antoni Łuczakiem. Joanna nie składała wyjaśnień, bo miała do tego prawo. Adwokat oskarżonej Jakub Relewicz apelował, by sąd zwolnił kobietę z aresztu. Argumentował, że . teraz nie może się ukrywać, bo ma karę za inne przestępstwa. Prokurator postulował, co innego. Sąd uznał, że areszt jest konieczny. Kolejna rozprawa odbędzie się w marcu. * Przypomnijmy początki i to, co pisał KL na temat Joanny ze Stęszewa wiosną 2009 roku. Wtedy, gdy naciągała swoich przyjaciół i znajomych na duże pieniądze, poszkodowani nie chcieli o tym do gazety mówić. Najczęstszym argumentem było to, że się wstydzą. Dali się nabrać kobiecie prostej, acz wyrafinowanej, choć sami to ludzie inteligentni, przedsiębiorczy, a wielu po wyższych studiach. Pierwsi milczenie przerwali mieszkańcy Zador. Poznali Joannę na wspólnej imprezie w Stęszewie. Wpłacili 30 tysięcy na konto bankowe męża Joanny i czekali na obiecany zakup maszyn dziewiarskich. Potem zaczęli prosić o zwrot pieniędzy. Joanna nadal przyjeżdżała do nich w gości i udając przyjaciółkę opowiadała niestworzone historie. A to, że ma adwokatkę w Szczecinie - Grażynę Szapołowską (nazwisko i imię, jakie ma aktorka) i że ta już wysyła pieniądze. A to, że Urząd Skarbowy Joannę oszukał, czasem mówiła, że dwaj jej adwokaci mieli wypadek na autostradzie w Niemczech i teraz ona nie może wybrać bez nich gotówki. Pomysłów miała wiele, a pieniędzy nie oddawała. Przytoczymy wypowiedzi jednej z pierwszych poszkodowanych, która straciła 40 tysięcy. Powiedziała tak: - Najpierw budowała przyjaźń, zaufanie, a następnie, jak pasożyt wyciągnęła od nas wszystkie oszczędności życia. Inny świadek - fryzjerka ze Stęszewa chwaliła: - Nikt w Stęszewie nie zostawiał trzy razy w tygodniu takich napiwków, jak Joanna. Jeszcze większe wrażenie, niż napiwki sprawiał na pożyczających stęszewski dom po remoncie, gdzie Joanna mieszkała z mężem i dziećmi. Ze starej chatynki stał się willą z utwardzonym całym, dużym podwórzem. Były też samochody, quady oraz skutery dla dzieci oraz częste wyjazdy na wycieczki zagraniczne. My wiemy, że dom i ziemia niestety nigdy nie należały do oszustki. Mieszkała z pierwszym mężem w domu teściowej (teść nie żyje). Część drugą domu zajmowała siostra męża i jej rodzina. * I tak to wszystko się rozwijało. W połowie 2011 roku do dwóch różnych sądów wpłynęły dwa różne pozwy. Do Kościana - cywilny z powództwa rodziny z Zador w gminie Czempiń, a do Grodziska Wlkp. pozew w postępowaniu karnym na wniosek pani doktor ze Stęszewa. Kościan po wielu miesiącach analizy i oglądania oryginałów przelewów. oddalił sprawę. Adwokat zrobił apelację do Poznania, a Sąd Okręgowy utrzymał decyzję Sądu w Kościanie. - Można kogoś naciągać na pieniądze, można oszukiwać i wychodzi się z tego bez skazanego wyroku – z żalem mówili poszkodowani i dodali, że już nic więcej nie zrobią w tej sprawie. Stracili jeszcze dodatkowe pieniądze na swojego i jej adwokata, oraz za koszty sądowe. A co z Grodziskiem? Lekarka, która w kilku ratach pożyczyła Joannie około 110 tysięcy złotych. Podczas coraz ostrzejszego domagania się zwrotu gotówki, otrzymała od Joanny dwa dokumenty, które miały uwiarygodnić, że Joanna kasę ma. Jeden był z Urzędu Skarbowego z Poznania potwierdzający, że otrzymała duży spadek, a drugi z grodziskiej Prokuratury, która uznała ją za niewinną wyłudzania pieniędzy. Wręczyła lekarce te papiery, by oddalić wołanie o kasę. Oba te dokumenty okazały się być sfałszowane. Pani doktor i jej małżonek wnieśli sprawę karną do Sądu Rejonowego. Pożyczająca przybyła na sprawę w towarzystwie pani adwokat. Kurier lokalny uczestniczył w tej rozprawie. Sędzia Odhe ściągnął pracownicę z poznańskiego Urzędu Skarbowego, której pieczątka była na wcześniej wspomnianym piśmie, a ta oświadczyła, że takiego oświadczenia nigdy Joannie nie wystawiała. Nie było też kłopotu ze sprawdzeniem prawdziwości pisma grodziskiej prokuratury. Oba papiery były sfałszowane. Po dwóch posiedzeniach Joanna została uznana za winną. Wyrok opiewał na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. Osobą, która także walczyła w sądzie o zwrot 38.801,00 złotych i wygrała, był mieszkaniec Mieczewa koło Kórnika – Grzegorz W.. Sprawę doprowadził do grodziskiego komornika. Ten zrobił licytację dwóch samochodów należących do Joanny i jej męża. Zabrał Opla Astrę Combi i Fiata Cinquecento. Nie były to jednak wielkie pieniądze. * Być może czytelnicy pamiętają, że były komendant Komisariatu w Stęszewie Piotr Pawlak z własnej inicjatywy zebrał zeznania od stęszewskich poszkodowanych i wniósł sprawę do grodziskiej Prokuratury. Tam jednak nie doszukano się przestępstwa. Joanna przekonała panią prokurator Małgorzatę Dotkę, że jest niewinna, że to ją oszukali dwaj nieznani prawnicy informując o spadku. Przytoczymy POSTANOWIENIE z dnia 23 marca 2009 roku mówiące o odmowie wszczęcia śledztwa. „Prokurator Prokuratury Rejonowej w Grodzisku Wlkp. po rozpoznaniu zawiadomienia Małgorzaty (...) i innych osób z dnia 16 lutego 2009r. w sprawie doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, tj. o czyn z art. 286 § 1 k.k. na podstawie art. 305 § 1,3 k.p.k. i art. 325a k.p.k. postanowił odmówić wszczęcia śledztwa w przytoczonej wyżej sprawie. UZASADNIENIE: W dniu 16.02.2009r. do Komisariatu Policji w Stęszewie zgłosiła się Małgorzata (...), która powiadomiła o podejrzeniu dokonania oszustwa na jej szkodę. W/ wymieniona podała, że w grudniu 2007r. oraz w styczniu 2008 roku Joanna pożyczyła od niej łącznie 71.500 zł z przeznaczeniem na spłatę podatku od uzyskanego spadku i dotychczas pieniędzy nie zwróciła. Małgorzata (...) przekazała jej na początku grudnia 2007r. 60 tys. zł ( nie pobierając żadnego pokwitowania), następnie 28 grudnia 2007r. - kwotę 2800 zł i 700 zł ( na konto męża w/wymienionej), a po około miesiącu-dwóch kolejne 8000 zł (bez pokwitowania). Do sierpnia 2008r. Joanna zwróciła łącznie 1000 zł (co zgodnie z umową w/w wymieniona potraktowała, jako ,,zadośćuczynienie" za udzieloną pożyczkę), a także sfinansowała zakup alkoholu na wesele syna Małgorzaty (...). W styczniu 2009r. natomiast zwróciła łącznie 21 tys. zł. W okresie od 16 lutego do 5 marca 2009r. podobne zawiadomienia przyjęto od innych mieszkańców Stęszewa, przy czym poszczególne osoby pożyczyły Joannie na poczet wspomnianych należności podatkowych kwoty: (...)”. Potem zaczyna się cały spis osób poszkodowanych i wysokości pożyczonych kwot. To nie było powodem wg prokuratury, by uznać za proceder oszustwa. Wiele osób odpuściło sobie ściganie oszustki. Było wówczas wiele ludzi poszkodowanych, a cała suma sięgała już miliona złotych. * Gdy zaczęło się robić nieciekawie, Joanna opuściła Stęszew i przeniosła się na szerszy teren, do Poznania. Tam swobodnie buszowała przez kolejnych kilka lat. Dopiera dwa lata temu poznańska prokuratura, a dokładnie prokurator Kiszka przyjrzał się sprawie bliżej. Wszczęte dochodzenie ruszyło. Zabrano także stare decyzje z grodziskiej prokuratury. * Myślimy, że bezkarność rozzuchwala. Udawało się bez konsekwencji w Stęszewie i okolicach, to 40-letnia wtedy Joanna poszła dalej i przez kolejne lata naciągała ludzi na coraz to większą kasę. My doliczyliśmy się około 2 milionów złotych. * Rok temu do Poznania, a potem na spotkanie z Kurierem lokalnym do Stęszewa przyjechała ekipa warszawskiej telewizji „Interwencja”. Rozmawiali z redaktor naczelną KL. Nagrywali długo. Pytali o wszystko, a w audycji pokazali dwie spośród kilkuset osób poszkodowanych. Program był krótki i nic z tamtej relacji nie wynikało, a nade wszystko nie to, że Joanna, to recydywistka i wyrafinowana oszustka, że działa bez skrupułów naciągając ofiary na wielkie pieniądze. Teraz, gdy Joanna jest w areszcie i gdy ruszył proces, poszkodowani mogą czuć satysfakcję. Ale to wszystko. Na zwrot gotówki i nie mają, co liczyć. Po pierwsze pieniędzy już ma niewiele, a po drugie wierzycieli jest tak dużo, że jeśli ma gdzieś jakieś zaskórniaki, to nie starczy dla wielu. Ewa Noga-Mazurek