26 czerwca 2017
poniedziałek

Dziś imieniny:
Jana, Pawła, Miromira

Nowy numer Kuriera Lokalnego już za 13 dni.

Naszą stronę odwiedziło już 292197 gości.

Strona główna     Kącik fotograficzny      Oferta     Historia     Kontakt






Podział na regiony

   Ogólne
   Stęszew
   Kościan
   Grodzisk Wlkp.


Przydatne adresy

|Policja pow. Poznań|
|Policja Wlkp.|
|Policja Grodzisk Wlkp|
|Policja Kościan|
|Straż Pożarna Kościan|
|Straż Pożarna Grodzisk Wlkp|
|Grodzisk Wlkp. - miasto|
|Grodzisk Wlkp. - powiat|
|Stęszew - miasto|
|Kościan - miasto|
|Kościan - powiat|





Kurier Lokalny wczoraj i dziś:


numer na 20-lecie:



numer na 20-lecie:



numer na 15-lecie:



numer na 10-lecie:



numer na 5-lecie:



Pierwszy numer:



 

 

AKTUALNOŚCI

W sprawie wędkarzy-strażników odezwał się Związek Wędkarski - Okręg w Poznaniu

Zamieściliśmy w styczniowych wydaniach KL teksty o strażnikach wędkarskich W związku z nim redakcja otrzymała pismo od Polskiego Związku Wędkarskiego Okręg w Poznaniu. Nim przytoczymy nadesłany list, przypomnimy czytelnikom w skrócie, jakiej sprawy dotyczy. Późnowieczorna, grudniowa wyprawa trzech strażników wędkarskich na Jeziorze Strykowskim w Sapowicach w gminie Stęszew zakończyła się traumą dla dwóch z nich i śmiercią trzeciego. W związku z tym zdarzeniem odezwali się wędkarze - amatorzy z wioski, gdzie doszło do tragedii. - Zrobiliście z strażników wędkarskich niemal bohaterów, bo jeden - stracił życie, a dwaj byli u kresu sił - zaczęli mówić przedstawicielowi Kuriera lokalnego mieszkańcy Sapowic. A my wiemy swoje. Wiele już razy strażnicy różnej maści okradali wędkarzy z ich wędek i sieci. A co robią z połowem? Zabierają dla siebie i na pniu sprzedają. W Sapowicach wszyscy dokładnie wiedzą, że ich oferta cenowa to 11 złotych za kilogram. Tamtego pechowego wieczoru klienci już czekali na to, z czym przypłyną strażnicy - mówią nasi rozmówcy. (...)

Dawniej wędkarz stanął sobie na brzegu i nie czekał długo, by jakaś rybka mu się zaczepiła. Teraz siedzi pół dnia i nic. Jezioro pustoszeje. Strażnicy mówią, że walczą z kłusownikami? A my dobrze wiemy, że dla zwykłych wędkarzy są rygorystyczni do bólu, ale sami często naginają przepisy. Nielegalnie ściągają cudze sieci, zabierają z nich ryby, nie wypuszczając do wody. Dla nich, to sposób na zarobek. A teraz przed świętami, to i trzy razy w tygodniu zabierali ludziom ich własność. Dlaczego pływają tylko późnymi wieczorami, pod osłoną nocy? Dlaczego nie zgłaszają akcji na policję, albo do straży pożarnej, aby w razie kłopotów było wiadomo, że są na wodzie? Nikt nie powinien wiedzieć, co i kiedy dokładnie robią! Niech próbują tylko nas straszyć sądem, to świadkowie się znajdą, którzy potwierdzą, że już nieraz za małe pieniądze ci strażnicy sprzedawali prosto z łodzi świeży połów - wypowiadali sapowiczanie swoje opinie. Przypomnijmy jeszcze to, co zdarzyło się 16 grudnia na jeziorze strykowskim. Topiący się ludzie wołali o pomoc. Udzielił jej, będący na brzegu Ryszard Franczak. Powiedział wtedy Kurierowi lokalnemu, że gdy wyszedł z domu, to słyszał krzyki. Dochodziły ze środka jeziora. Pomyślał, że normalni wędkarze i rybacy o tak później porze nie łowią ryb, a była 21.30. Jego głębokie przekonanie było takie, że to kłusownicy. Krzyczeli do siebie przeklinając. Pan Ryszard na początku nie myślał, aby reagować. Dopiero po jakimś czasie, gdy głosy na wodzie nadal były natarczywe i niosły daleko zawołał:- Co tam się dzieje? Wtedy ludzie z środka jeziora zaczęli krzyczeć „pomocy, ratunku”, a ich głosy były przerażające. Wtedy zadał pytanie:- Jak mogę wam pomóc? Odpowiedzieli, żeby dzwonił do „rybaka w Strykowie”, bo on ma łódź. Opisując tamtą sytuację zastanawialiśmy się, co w tym czasie robiła trójka strażników wędkarskich, która z brzegu miała ochraniać tych na wodzie. Jak była przygotowana na trudną sytuację, taką jak na przykład wywrócenie się łodzi? Czy było ustalone, do kogo będą dzwonić, do kto się zwrócą w razie potrzeby? Odpowiedź jest jedna. Nic nie było zabezpieczone! Nawet strażacy OSP z sąsiedniej wioski, którzy mają sprzęt ratowniczy i łódź, nie zabezpieczali nocnej wyprawy. Po co popłynęła trójka strażników i po co pojechała i czekała na brzegu jeziora kolejna trójka? Członek Zarządu stęszewskiego Koła Wędkarzy mówi, że podczas takich akcji, ochrona zawsze chodzi brzegiem jeziora i ma kontakt z tymi na wodzie? To dlaczego topiący się nie mieli pomocy przez godzinę? Ochrona, gdyby szła brzegiem, to nawet zamoczone telefony nie byłyby potrzebne. Wołaliby tak, jak to uczynił przypadkowy spacerowicz, czyli pan Ryszard. Chwilę po wywróceniu się łodzi podjęliby akcję ratowniczą. Mogli zadzwonić na 112, albo bezpośrednio na straż, czy policję. Przez godzinę, to nawet zdołaliby dojechać 3 kilometry do Strykowa, do OSP, która dyżuruje całą dobę, bo jest w rejestrze krajowym i wyjeżdża na wszelkie wypadki drogowe i nagłe pożary. Co zatem robiła ochrona z brzegu, gdy straciła telefoniczny kontakt z tymi na wodzie? Gdy Kurier loklany telefonicznie pytał komendanta stęszewskich strażników wędkarskich - Jana Kaczmarka (też był na brzegu), co robił podczas wypadku na wodzie, gdzie był, gdy jego koledzy wołali o pomoc, to nie chciał odpowiadać. Chcieliśmy też usłyszeć opinię komendanta na temat nocnego kłusowania urządzanego ponoć - według opinii mieszkańców Sapowic - przez samych strażników, a także sprzedawania tych ryb po niskich cenach. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Wracając jeszcze raz do mieszkańców Sapowic zastanawiamy się, dlaczego w ich oczach strażnicy, to cwani i agresywni ludzie. - Ich zachowanie jest wredne - powtarzają sapowiczanie. Potrafią zabrać pozostawione na brzegu wędki, nie mówiąc o małych sieciach zaczepionych przy pomoście. Kiedyś ludzie siedzieli sobie na brzegu, złowili rybę na obiad i nikomu to nie szkodziło. Dziś rybak ze Strykowa zakłada olbrzymie sieci, ponadto inni wędkarze z zewnątrz ściągają wiele ryb sieciami, a zwykłym ludziom za rybkę robią awanturę i dają mandaty. - Jestem wędkarzem od dziecięcych lat. Mieszkałem kiedyś w Poznaniu. Należę nadal do koła wędkarskiego na Grunwaldzie. Opłacam roczne składki. Wędkuję uczciwie. A prawda jest taka, że ci strażnicy wędkarscy nie zachowują się dobrze - mówi Ryszard Franczak z Sapowic. Mieszkam nad jeziorem. Bywa, że zaczepię wędkę na pomoście i idę na obiad do domu, albo nawet wyjadę na godzinę do miasta. Wracam i nie ma śladu po wędce. A wiem od sąsiadów, że na jeziorze byli wędkarze-strażnicy. Podobnie znikają moje złowione ryby, gdy zostawię je w siatce na brzegu i odejdę. Zjawiają się strażnicy i zabierają mówiąc, że tak nie wolno zostawiać. Znikają ryby, ale też znikają wędki i siatki. * * * Ludzie, którzy ileś lat temu stworzyli, tak zwaną straż wędkarską nadali sobie sami prawo rządzenia naturą, w tym także wodami i połowami. A czy są wzorem uczciwości? Uczestnicy tego tragicznego zdarzenia milczą. Nie dziwimy się. Co mają powiedzieć? Że gdyby wszystko było poprawnie przygotowane i zgłoszone przed wyprawą do odpowiednich służb, a ochrona chodziła wzdłuż brzegu, to Adam by żył? Trzeba się zastanowić, jak działają w całej Polsce Związki Strażników Wędkarskich? Czy piszą sprawozdania, kiedy, kto i gdzie wypływa? Ile sieci znajdują? Co robią ze zdobytymi w ten sposób sieciami? Czy oddają je do jakiegoś magazynu, czy po spisaniu protokołu wyrzucają? Co robią z rybami znajdowanymi w sieciach kłusowników? Czy przywożą na brzeg, a potem komisyjnie ważą i jeśli są żywe, wrzucają z powrotem do wody. A może mogą sprzedać i przekazać pieniądze do wspólnej kasy, na rzecz jakiegoś koła wędkarskiego? I kolejne pytania. Czy nie powinni każdorazowo ci, co wypływają na patrol, zgłaszać komuś, jakiejś instytucji państwowej np. policji, albo władzom gminy, która jest współwłaścicielem państwowych wód, że wyjeżdżają na patrol wodną? A jeśli nigdzie nie zgłaszają, a do tego nie ma szczegółowych sprawozdań, co znaleźli i co ze znaleziskiem zrobili, to jest zwykła - niekontrolowana przez nikogo - dowolność. Jakie w Stęszewie przez lata sporządzono raporty? Gdzie są dokumenty o tym, co w minionym roku robili stęszewscy strażnicy? Czy można się z tymi papierami zapoznać? Tyle przypomnienia artykułu o tonięciu strażników wędkarskich i o reakcji wędkarzy okradanych ze sprzętu. Teraz wracamy do listu od PZW. * Redaktor Naczelny Kuriera Lokalnego - Wniosek o sprostowanie Działając w imieniu zainteresowanego Polskiego Związku Wędkarskiego Okręg w Poznaniu w nawiązaniu do artykułu „Raban wokół strażników wędkarskich”, który ukazał się dnia 15 stycznia 2016 roku w wydaniu nr 01 (663) Kuriera lokalnego wnoszę o dokonanie sprostowania w trybie art. 31a Ustawy prawo prasowe. Treść sprostowania: W artykule „Raban wokół strażników wędkarskich”, który ukazał się dnia 15 stycznia 2016 roku w wydaniu nr 01 (663) Kuriera lokalnego zamieszczono wypowiedzi m.in. mieszkańców Sapowic stanowiące sugestie i niedomówienia, na podstawie których czytelnicy mogą sobie wyrobić niewłaściwy pogląd o działaniach Społecznej Straży Rybackiej przy Polskim Związku Wędkarskim Okręg w Poznaniu. Stąd też Polski Związek Wędkarski Okręg w Poznaniu prostuje niżej opublikowane informacje w artykule: 1. Treść artykułu: „A my wiemy swoje. Wiele już razy strażnicy różnej maści okradali wędkarzy z ich wędek i sieci. A co robią z połowem? Zabierają dla siebie i na pniu sprzedają.” Sprostowanie: PZW podkreśla, że nie zdarzył się przypadek okradania wędkarzy z ich wędek i sieci przez SSR przy Polskim Związku Wędkarskim Okręg w Poznaniu oraz nie toczyło się w tym zakresie żadne postępowanie przed organami ścigania. 2.Treść artykułu: „Oszukują. Pewnie, że dla innych są rygorystyczni do bólu, ale sami często naginają przepisy i kłusują. Nielegalnie ściągają cudze sieci, zabierają z nich duże ilości ryb, wcale nie wpuszczając do wody. Dla nich to dodatkowy sposób na zarobek. A teraz przed świętami to i trzy razy w tygodniu zabierali ludziom ich własność.” Sprostowanie: PZW wskazuje, że nie zdarzył się przypadek, aby strażnicy SSR przy Polskim Związku Wędkarskim Okręg w Poznaniu kłusowali lub ściągali cudze sieci nielegalnie oraz nie toczyło się w tym zakresie żadne postępowanie przed organami ścigania. Wskazujemy, że jedynym uprawnionym do połowu sieciami na jez. Strykowo jest Polski Związek Wędkarski Okręg w Poznaniu. Wszelkie inne sieci należą do kłusowników. 3. Treść artykułu: „Ich zachowanie jest wredne - mówią. Potrafią zabrać pozostawione na brzegu wędki, nie mówiąc o małych sieciach zaczepionych przy pomoście.(...) Bywa, że zaczepię wędkę na pomoście i idę na obiad do domu, albo nawet wyjadę na godzinę do miasta. Wracam i nie ma śladu po wędce. (...) Znikają ryby, ale też wędki i siatki.” Sprostowanie: SSR jest uprawiona do zabezpieczenia porzuconych ryb i przedmiotów służących do ich połowu w przypadku niemożności ustalenia ich posiadacza. Zabezpieczony sprzęt jest deponowany na posterunku PSR lub u uprawnionego do rybactwa. Wskazujemy, że pozostawienie sprzętu wędkarskiego bez opieki narusza zasady amatorskiego połowu ryb natomiast poławianie ryb sieciami nie będąc do tego uprawnionym jest przestępstwem. OD REDAKCJI: Wiedzieliśmy i wędkarze też to w naszym artykule mówili, że mają świadomość przepisów, które nie zezwalają zostawić wędki, czy siatki przy pomoście, ale też z żalem w głosie powtarzali, że ci strażnicy są tak rygorystyczni, że aż strach, a sami nie do końca działają zgodnie z zasadami etyki - choćby pływanie pod osłoną nocy i przecinanie sieci. Dlaczego nigdzie nie była podawana informacja, gdzie można odebrać skonfiskowany sprzęt wędkarski, w tym wędki - niektóre nawet dość drogie. Nade wszystko sądziliśmy, że Wojewódzka Straż napisze czytelnikom, jakie kroki zostały podjęte w celu wyjaśnienia, jak mogło dojść do grudniowej tragedii? Kto ponosi odpowiedzialność, tak prawną, jak i moralną - za śmierć Adama? Jak logistycznie są przygotowywane kontrole i zabezpieczenia dla strażników na wodzie? Po co ochrona, która na brzegu nic nie robiła, gdy tonęli wędkarze-strażnicy? Na te wszystkie pytania KL i czytelnicy nie otrzymali w piśmie odpowiedzi. Podpisał je prezes Polskiego Związku Wędkarskiego, Okręg w Poznaniu ul. Zwierzyniecka 9 - mgr Jerzy Musiał oraz jego wiceprezes ds, sportu Ryszard Pawlak. Będziemy zatem czekać na dalszy rozwój wydarzeń z tą sprawą związanych i na dalsze wyjaśnienia. Jeszcze na koniec miła rzecz. Ryszard Franczak z Sapowic, za bohaterską walkę z ciemnościami, z żywiołem wody i zimnem, za uratowanie dwóch z trzech tonących strażników został kolejny raz uhonorowany. Tym razem, jego własne Koło Polskiego Związku Wędkarzy - Grunwald w Poznaniu, 31 stycznia tego roku, na walnym zebraniu sprawozdawczo-wyborczym członków Koła, wręczyło mu wyróżnienie. Dokonał tego przewodniczący Andrzej Andrzejewski. Gratulujemy! Ewa Noga-Mazurek