24 października 2017
wtorek

Dziś imieniny:
Marcina, Rafała, Arety

Nowy numer Kuriera Lokalnego już za 5 dni.

Naszą stronę odwiedziło już 292197 gości.

Strona główna     Kącik fotograficzny      Oferta     Historia     Kontakt






Podział na regiony

   Ogólne
   Stęszew
   Kościan
   Grodzisk Wlkp.


Przydatne adresy

|Policja pow. Poznań|
|Policja Wlkp.|
|Policja Grodzisk Wlkp|
|Policja Kościan|
|Straż Pożarna Kościan|
|Straż Pożarna Grodzisk Wlkp|
|Grodzisk Wlkp. - miasto|
|Grodzisk Wlkp. - powiat|
|Stęszew - miasto|
|Kościan - miasto|
|Kościan - powiat|





Kurier Lokalny wczoraj i dziś:


numer na 20-lecie:



numer na 20-lecie:



numer na 15-lecie:



numer na 10-lecie:



numer na 5-lecie:



Pierwszy numer:



 

 

AKTUALNOŚCI

Kiełczewskie świętowanie tegorocznych plonów

Święto Plonów było w czasach przedchrześcijańskich etnicznym świętem słowiańskim, przypadającym w okresie równonocy jesiennej - 23 września. Zwyczaj ten, praktykowali Słowianie oraz inne plemiona bałtyckie. Obrzęd dożynek prawdopodobnie związany był pierwotnie z kultem roślin i drzew, potem z pierwotnym rolnictwem. Tradycyjnie święto poświęcone było zbiorom zbóż, w czasie którego dziękowano słowiańskim bogom za plony i proszono o jeszcze lepsze w przyszłym roku. Religia katolicka przejęła to słowiańskie święto i połączyła z obrzędami dziękczynnymi za ukończenie prac polowych. W różnych stronach Polski określany był, jako wyżynki, obrzynki, wieniec, wieńcowe, okrężne. Na Śląsku opolskim nazywano nazwy żniwniok.

Z upływem czasu, wraz z rozwojem gospodarki folwarczno-dworskiej w XVI wieku, dożynki zagościły na dworach majątków ziemskich. Urządzano je dla żniwiarzy, dla służby folwarcznej i pracowników najemnych w nagrodę za wykonaną pracę przy żniwach. Dożynkom towarzyszyły różne praktyki i jeszcze do niedawna zachowane zwyczaje związane z wieńcami. Obchody dożynek rozpoczynały się wiciem wieńca, z pozostawionych na polu zbóż, z kiści czerwonej jarzębiny, orzechów, owoców, kwiatów i kolorowych wstążek. Wieńce dożynkowe miewały zwykle kształt wielkiej korony lub koła. W przeszłości umieszczano w nich także żywe (z czasem sztuczne) koguty, kaczki lub małe gąski. Miało to zapewniać zdrowy przychówek gospodarski. Wieniec dożynkowy nazywany bywał „plonem”, bo też i uosabiał wszystkie zebrane plony oraz urodzaj. Niosła go na głowie lub wyciągniętych rękach najlepsza żniwiarka, czasami z pomocą parobków i innych żeńców. Za nią postępował orszak odświętnie ubranych żniwiarzy, niosących na ramionach przybrane kwiatami, wyczyszczone kosy i sierpy. Wieniec niesiono do poświęcenia, a następnie ze śpiewem, w uroczystym pochodzie, przekazywano do dworu lub do domu gospodarza dożynek. Wieniec dożynkowy przechowywany był w stodole do kolejnego roku, do siewu. Wykruszone z niego ziarna wsypywano do worków z ziarnem siewnym. Dawnymi czasy ważna była też „ostatnia kępa”, czyli pas niezżętego zboża, który na czas jakiś pozostawiano na pustym polu dla ciągłości urodzaju. Pozostawione na polu kłosy w Wielkopolsce zwano pępem lub pępkiem, na Mazowszu i Podlasiu - przepiórką, na kresach wschodnich - perepełką, we wschodniej części Mazowsza - brodą, a w Małopolsce – kozą. Bywało, że w różnych jeszcze miejscach kraju używano nazwy: wiązka, wiązanka lub garstka. Ścinane były uroczyście przez najlepszego kośnika, po czym wręczane były najlepszym żniwiarkom do uplecenia wieńca. W czasie dożynek organizowano biesiady z poczęstunkiem i tańcami, dawniej poprzedzane rytualnymi obrzędami. U schyłku XIX wieku, wzorem dożynek dworskich, zaczęto urządzać dożynki chłopskie, gospodarskie. Bogaci gospodarze wyprawiali je dla swych domowników, rodziny, parobków i najemników. W okresie międzywojennym zaczęto organizować dożynki gminne, powiatowe i parafialne. Organizowały je lokalne samorządy i partie chłopskie, a przede wszystkim koła Stronnictwa Ludowego, Kółka Rolnicze, Kościół, często też szkoły. W czasach zaborów dożynki były manifestacją odrębności chłopskiej i dumy z przynależności do rolniczego stanu. Towarzyszyły im wystawy rolnicze, festyny i występy ludowych zespołów artystycznych. W późniejszym okresie, to największe tradycyjne święto okresu letnio-jesiennych zbiorów, urządzane było zawsze w niedzielę, jakiś czas po ukończeniu żniw. Polskie dożynki i niemieckie Erntedankfest urządzane były w tym samej porze. Stanowiły one relikt dawnych zwyczajów o charakterze magicznym, mających zapewnić urodzaj na przyszły rok. Z czasem zakończenie żniw zaczęły świętować Kościoły i wprowadziły swą, religijną oprawę. W kościele parafialnym święcono obrzędowe pieczywo oraz wieńce dożynkowe wykonywane przez wytypowane wcześniej okoliczne wsie. Wieńce miały różnorodne kształty, zazwyczaj były zakończone w formie krzyży, hostii, kielichów i koron. Do dziś wieńce uświetniają ceremoniał święta planów w wielu częściach Europy m.in. w Polsce i Niemczech. Są niesione zawsze symbolicznemu gospodarzowi. Po II wojnie gospodarzami dożynek byli zwykle przedstawiciele władz administracyjnych różnych szczebli, od gminnych do centralnych. Miały charakter świecki. Zachowywano w nich jednak elementy tradycyjne. Były uroczyste pochody z wieńcami i pieśni. Odbywały się na ogół w którąś z niedziel bliskich równonocy jesiennej. Towarzyszyły im festyny ludowe. Gospodarzem dożynek centralnych (ogólnopolskich) zazwyczaj był I sekretarz partii. Celebrował z nim uroczystość przewodniczący Rady Państwa. Współcześnie święto plonów obchodzone jest podobnie, jak za czasów PRL-u. Wszyscy chcą w nich uczestniczyć, zaczynając od prezydentów, poprzez wojewodów, burmistrzów i wójtów. Nieodłącznie towarzyszą im przedstawiciele parlamentu i rad miejsko-gminnych, szefowie partii politycznych i duchowni. Wszyscy chcą się pokazać przed społeczeństwem i wyborcami. Jak widać nie ma znaczenia, jaki ustrój i jaka władza. Zawsze jest to samo. Tegoroczne lato było bardzo gorące i niemal bezdeszczowe. Zboża szybko „dochodziły” tak i dożynki wypadły wcześniej. W podkościańskim Kiełczewie już na kilka dni przed świętem widoczne były elementy wystroju wioski i terenu zabawy. Ciekawie wyglądały ule, słomiane pasieki. Uwagę zwracała długa gąsienica wykonana z okrągłych beli słomy. Z ciekawością ludzie wchodzi do wnętrza Chaty Baby Jagi. Na placu stały dmuchane zjeżdżalnie i zamki. Z Kokorzyna przyjechał powóz z końmi. Były to klacze, 11 i 12-letnie Iza i Malwa. Powoził Wojciech Walkowiak. Konie przyczepione do bryczki woziły chętnych. Przez całe popołudnie ciężko pracowała Rada Sołecka i pani sołtys Jolanta Wilamowska. Organizatorzy na dzień świętowania wyznaczyli na sobotę 15 sierpnia. W przygotowaniach pomagali mieszkający w Kiełczewie: Małgorzata Zając, Zbigniew Szymanowski, Adam Wojciechowski, Arkadiusz Musiał, Barbara Jurga, Monika Żurek oraz Marcin Domagała z Pelikana. Na sobotnie otwarcie Święta Plonów dotarł także wójt Gminy Kościan Andrzej Przybyła. Na chętnych czekały konkursy z nagrodami. Przygotowano wiele zabaw i konkurencji. Był rzut – jak najdalej – workiem. Najlepszy w tym był Piotr Piecuk z Kościana. Ponadto było dojenie sztucznej krowy, przeciąganie liny, a dla par narzeczeńskich lub dla małżeństw była konkurencja o nazwie „Uwolnij mnie kochanie”. Żona czekała, aż mąż pobiegnie w jej stronę, znajdzie dobry klucz - jeden z czterech – otworzyć kłódkę, by wejść do komnaty. Potem oboje mieli wspólnie przewinąć nakrętkę, po czym trzymając się za ręce wrócić do początku zabawy. Pary startujące w konkurencji to: Danuta Cicha i jej partner Dariusz Ciąża z Kiełczewa, Piotr i Michalina Piecukowie z Kościana oraz Małgorzata i Marcin Domagałowie z Pelikana. Zabawną konkurencją, wywołującą spore emocje było szukanie przysłowiowej „Igły w stogu siana”. A tak na prawdę, to nie było wiadomo, co uczestnicy szukają. Okazało się, że małą myszkę-maskotkę, jako pierwsza znalazła Magda Domagała z Pelikana. Zabawom towarzyszyło wsparcie druhów z Ochotniczej Straży Pożarnej z Bonikowa. Strażacy przyjechali, by w razie potrzeby pomagać, a przy okazji uruchomili kurtynę wodną dla mocno rozgrzanych uczestników święta plonów. Tego dnia dyżurowali druhowie: Dariusz Woliński, Arkadiusz Kubacki i Maciej Kaczmarek. Wieczorną zabawę przy zespole nieco zepsuła pogoda.(maz)