24 października 2017
wtorek

Dziś imieniny:
Marcina, Rafała, Arety

Nowy numer Kuriera Lokalnego już za 5 dni.

Naszą stronę odwiedziło już 292197 gości.

Strona główna     Kącik fotograficzny      Oferta     Historia     Kontakt






Podział na regiony

   Ogólne
   Stęszew
   Kościan
   Grodzisk Wlkp.


Przydatne adresy

|Policja pow. Poznań|
|Policja Wlkp.|
|Policja Grodzisk Wlkp|
|Policja Kościan|
|Straż Pożarna Kościan|
|Straż Pożarna Grodzisk Wlkp|
|Grodzisk Wlkp. - miasto|
|Grodzisk Wlkp. - powiat|
|Stęszew - miasto|
|Kościan - miasto|
|Kościan - powiat|





Kurier Lokalny wczoraj i dziś:


numer na 20-lecie:



numer na 20-lecie:



numer na 15-lecie:



numer na 10-lecie:



numer na 5-lecie:



Pierwszy numer:



 

 

AKTUALNOŚCI

Wierni pod leśnym obrazem pod Sepnem

Od czterech lorganizowana jest niedaleko Sepna w gminie Kamieniec polowa msza. Ma to miejsce w terenie leśnym, między Sepnem, Kokorzynem, a Widziszewem, na skraju dwóch powiatów: kościańskiego i grodziskiego. Tym razem 15 sierpnia wypadał w sobotę. Pomysłodawcy organizowanej od czterech lat mszy od kilku dni pracowali, by dopiąć wszystko na przysłowiowy „ostatni guzik”.

Przed mszą przy obrazie Matki Boskiej Zielnej miały być dowiezione ławki dla osób starszych i nie mogących stać. Należało ustalić, jak dowieźć ołtarz polowy i kto ma to wszystko ustawiać. Kto powinien ołtarz skręcić, umyć i ozdobić. Trzeba było też zaprosić nowego proboszcza parafii w Konojadzie w gminie Kamieniec - ks. Zemowita Stodulnego. Jest w tym terenie od niedawna. Zastępuje zmarłego wiosną tego roku konojadzkiego proboszcza - Stanisława Walenszczaka. Świętej pamięci proboszcz jeszcze w ubiegłym roku na krótko przyjechał własnym samochodem (nie chciał motorem), by powiedzieć kilka słów do zebranych i szybko odjechał. Mszę w 2014 roku odprawił kanonik z Kościana, ksiądz Janusz Musiał. Ustalono ostatecznie, że w tym roku nowego duchownego przywiezie się na motorze, w przyczepce mieszkaniec Racotu - pan Sławek. W taki sam sposób na mszę polową dotarł weteran drugiej wojny światowej, 91-letni Czesław Łuczka z Sepienka w gminie Kościan. Jego przetransportował w „koszu” prezydent Grupy Motocyklowej „Sokół” z Bukówca Górnego z gminy Włoszakowiece (leszczyńskie) - Zbigniew Świątek. Oprócz niego w Sepnie z „Sokoła” pojawili się wiceprezydent Jacek Pelec, Krzysztof Owsianny, Grzegorz Wojtczak i pomysłodawca corocznych uroczystości w lesie - Jacek Jóźwiak z Sepna. Do Sepna, a potem do Konojadu i dalej na łąki dojechali pasjonaci dwóch kółek z Kościana, nowej grupy motocyklowej „Żurawie”: Byli to: Andrzej Wróblewski – Kościan, Waldemar Adamczewski – Kościan/Lubosz Stary, Sławek Ciszewski Kościan/Kurowo i Krzysztof Jędroszkowiak z Kościana. W Sepnie spotkać można było także motocyklową parę z Piotrowa I w gminie Czempiń - Jolantę i Dariusza Adamskich, jak też Mariusza Wieczorka z Łagiewnik, który należy do wielichowskiej MotoStacji LOK. On dojechał z synem Kamilem. Zobaczyć można było piękny motor Harley Dawidson należący do Bogdana Wierzbickiego z Kościana oraz drugi - Suzuki, na którym przyjechali mieszkańcy Kościana/Spytkówek - Marzena i Dariusz Chwierotowie. Nie zabrakło młodych na skuterkach, czyli Alana Kostańskiego, Jakuba Krajewskiego, Sławomira Smoczyka, Patryka Piotrowskiego, Huberta Badurę i Bartosza Wojciechowskiego - wszyscy z Sepna. Po wiejską świetlicę dojechały dwa traktory z przyczepionymi bryczkami. Każdego roku podstawiają je gospodarze z Sepienka. W tym roku przyjechali Marek Maćkowiak i Paweł Gronostaj. Jako, że leśna msza odprawiana jest jakieś dwa kilometry od wioski powozy podstawia się dla tych, którzy nie mogą sami dojść lub dojechać własnym transportem. Bryczki każdego roku udostępnia Koło Łowieckie „Knieja” z Kościana. Prezesem Koła jest Marek Szłapka z Kurowa, a łowczym Krzysztof Kuciak. Na bryczkami mogło jechać 30 osób. Mówiąc o przygotowaniach do uroczystości nie można pominąć dużego wkładu pracy, jaki włożyła grupa pasjonatów. Należy wymienić 74-letniego Franciszka Wybierałę z Sepna. To człowiek, który dużo się napracował. Kilka dni przed mszą przeszła nad tym terenem nawałnica. Pan Franciszek razem Jackiem Jóźwiakiem - głównym organizatorem - czynili drogi dojezdnymi. Pnie drzew i konary blokowały dojazd. Gmina Kamieniec pomogła pociąć najgrubsze pnie. Oni zaś ściągali wszystko i porządkowali konary. Pan Franciszek wykonywał także bardzo wiele innych, potrzebnych prac. Razem z nim i panem Jackiem pracowali przy wożeniu ławek, skręcaniu i czyszczeniu ołtarza. Sepno ma swoją kostnicę i stamtąd każdego roku dostarczany jest ołtarz. Stamtąd też przyjeżdżają ławki. Oprócz tej dwójki wymienić należy Andrzeja Kunerta, Daniela Jóźwiaka, Justynę i Patryka Koniecznych. Ci ludzie w różny sposób podzielili się pracami. Do nich należało czyszczenie terenu, wydzielenie taśmami miejsc do parkowania aut i motorów. Justyna - jako katechetka konojadzkiej szkoły - zbierała pieniądze na opłacenie księdza i mszy. Część zebranej kwoty dano pani sołtys Aurelii Jon na kwiaty i ozdobienie ołtarza. Co sama uczyniła. Ją z kolei wspierał małżonek i syn. Nie uchylał się od pomocy właściciel firmy EMABO z Sepna - Waldemar Ślebioda. Dał transport i kierowcę. Sprzęt nagłaśniający przywiózł swoim środkiem lokomocji i dbał o niego przez czas trwania mszy, właściciel Krzysztof Bartkowiak z Sepna. Tak przy okazji warto dodać, że jest to najmłodszy radny gminy Kamieniec. A sam teren, to duża powierzchnia łąki udostępnianej każdego roku przez właściciela ziemi, gospodarza z Sepienka Jarosława Mocka. Daje, choć ma świadomość, że trawa mogłaby jeszcze trochę rosnąć i dać więcej siana. Gdy przyszła sobota 15 sierpnia już od 13-ej zaczęli dojeżdżać pod obraz Matki Boskiej pierwsi chętni, by uczestniczyć we mszy. Wielu zajmowało ławki, wielu dowiozło własne krzesła. Byli tacy, co rozłożyli koce. Na wyznaczonym terenie zaparkowało kilkadziesiąt aut, tyle samo motorów. Wśród nich stanął też powóz. Dojechał z Kiełczewa. Zaprzęgnięte były przy nim dwa dorodne, 9-letnie konie rasy Fiordy. Ich imiona, to Dalton i Melikauer. Należą do Szymona Kaźmierczaka. * * Kiedy Kurier loklany otrzymał zaproszenie do uczestniczenia w sepieńskim wydarzeniu mieliśmy przekonanie, że w lesie między Sepnem, Kokorzynem i Widziszewem zobaczymy na łące kilkadziesiąt starszych kobiet uczestniczących w polowej mszy. Pierwsze, co nas zaskoczyło, to ilość pojazdów, potem kilkaset ludzi czekających na nabożeństwo. Postanowiliśmy poznać historię corocznych uroczystości odbywających się w tym miejscu, a także historię zawieszonego na drzewie obrazu Matki Boskiej. Istnieje legenda, która ma kilka wersji i każdy z opowiadających mówi, że to jest ta najprawdziwsza. Jak dawno – nikt do końca nie wie. Wersji jest kilka. Każda z sąsiednich wiosek ma swoją, inną od następnych. Ludzie z Sepna mówią tak. Drogą polną wśród łąk wracał do domu żołnierz. Czy wracał z jakiegoś powstania, czy z którejś wojny światowej – nie wiadomo. Żołnierz nie mógl znaleźć drogi do domu. Zaczął się topić, bo tereny wokół to obrzańskie bagna i mokradła. W krytycznej dla siebie chwili modlił się i prosił o pomoc Matkę Boską. Ukazała mu się jej postać i pomogła wróci do domu. Nikt nie potrafi powiedzieć dokładnie, ani kiedy to było, ani skąd pochodził ów wędrowca. Miejscowi mówią, że na pamiątkę tamtego zdarzenia został powieszony na drzewie obraz. Starzy mieszkańcy zaprzeczają tej wersji. Mówią, że tu żadnych bagna nigdy nie było. Kobiety twierdzą, żw oda i owszem czasem stoi na łąkach, wozy mogą spokojnie jeździć na drewnianych kołach z metalową obręczą. Gdyby były bagna, to by się potopiły. Miejscowi zwracali się do władz kościelnych o bliższe dane o zdarzeniu, oni nic nie wiedzą o czymś, co miałoby cudownego się tam zdarzyć. Na drzewie wisi obrazek z pieczątką z Warszawy z 15 sierpnia 1939 roku. Dąb, na którym wisi gablotka też nie jest zbyt stary. Na pewno nie pamięta powstań z XIX wieku. Dlatego inna wersja podaje, że ten obraz był przy drodze, ale nie na tym drzewie, co teraz – a z kilometr dalej. Drzewo, na którym obrazek ponoć wisiał pierwotnie – przewróciło się. Zainteresował się mieszkaniec Sepna, obrazek schował do szafki i na jakiś czas zniknął z lasu. Potem wrócił, ale czy to ten sam, co pierwotnie - nikt nie wie. Ponoć tam, gdzie ten obrazek kiedyś wisiał, to było jakieś stare cmentarzysko. Ponoć po jakiejś masowej zarazie. Są tacy, co dodają, że to było gdzieś w XV wieku. Wśród legend jest i ta, że do zawieszonego kiedyś obrazka strzelali Rosjanie, a może Niemcy - do końca nie wiadomo. A co jest pewne? Obrazek umieszczony w gablocie wisi wysoko na dębie. Drzewo rośnie na skraju lasu, przy drodze, za głębokim rowem. Przedstawia Matkę Boską Częstochowską, ale tu, w okolicy nazywają ją Matką Boską Leśną Panią. Jest nieduży, już stary i dość wypłowiały. Jakiś czas zbudowano kładkę, aby można było łatwo pod drzewo się dostać. Ludzie przyczepiali wprost na drzewie wota z prośbami. Zamontowano więc tablicę, by tam przyczepiać obrazki, krzyżyki, szkaplerze, różańce i znaczki z Jasnej Góry. Od kiedy świętowane są obecne, uroczyste msze” Jacek Jóźwiak z Sepna mówi tak: - Tym miejscem zaciekawił mnie mój wuja Ludwik Wojda z Sepna. Widziałem zawieszony na drzewie obrazek Matki Boskiej. Na kolędzie zapytałem księdza Stanisława, czy obrazek jest poświęcony, jaka jest w tej kwestii jego wiedza. Nie było wiadomo. Dlatego cztery lata temu pierwszy raz postanowiłem zorganizować mszę pod dębem i poświęcić obrazek. Od tamtej pory ludzi przybywa i polowa msza staje się tradycją. Pytani uczestnicy uroczystości mówią, że są z Kokorzyna, Sepienka, Łagiewnik, Szczodrowa, Sierakowa, Kiełczewa i Kościana. Jedna z rozmówczyń mówi, że przyjeżdża w to miejsce od czasu, gdy miała sześć lat, a przywiózł ją ojciec. Dodaje, że wiszą na drzewie także jej prośby. Jeździ także do Lichenia, ale woli Sepno, bo tu cisza, spokój, las i Maryja. Uznaje, że to jest cudowne miejsce. Dla niej Licheń, to za duży przepych i za dużo złota od fundatorów. Rozmowy wśród zgromadzonych przycichają, gdy dojeżdża nowy proboszcz z Konojadu i niebawem zacznie się uroczystość. Jednym z pierwszych punktów było przypomnienie niedawno zmarłego proboszcza Konojadu - księdza Stanisława Walenszczaka. W tym momencie zaryczały motory stające na łące, by po chwili dalej odprawiać mszę. Spokojne tony zaczęły płynąć z organek, na których grała Barbara Tylińska z Bonikowa. Robi to już trzeci rok. Posługę kapłanowi dawali ministranci: Michał Ćwiok, Adam Konieczny, Norbert Badura, Hubert Zieliński Na trzech honorowych miejscach usiedli: sołtys Aurelia Jon, weteran Czesław Łuczka i organizator Jacek Jóźwiak. Po odczytaniu przesłanie przez Martyna Smoczyk nastał czas mszalnego obrzędu. Na zakończenie dwie dziewczynki, właśnie Martyna i Roksana Kubiak poszły do weterana Czesława Łuczki z bukietami kwiatów. Z życzeniami podszedł też mieszkaniec Kokorzyna - pan Adamczak. Pełnia ludzi łąka i droga niebawem opustoszała. Kilkaset ludzi rozeszło lub rozjechało się do domów. Upał 15 sierpnia był niemiłosierny. Widać było i to, że księdzu Ziemowitowi krople spływały po czole, nosie i policzkach. Mimo spiekoty wszyscy wytrzymali do końca. Dokumentację fotograficzną dla parafii wykonywał były dyrektor konojadzkiej Szkoły Stanisław Poznaniak, a kronikę prowadzi emerytowana nauczycielka Urszula Kozak, której dziękujemy za przesłanie kilku zdjęć z poprzednich uroczystości. Ewa Noga-Mazurek