20 sierpnia 2017
niedziela

Dziś imieniny:
Bernarda, Sobiesława, Samuela

Nowy numer Kuriera Lokalnego już dziś.

Naszą stronę odwiedziło już 292197 gości.

Strona główna     Kącik fotograficzny      Oferta     Historia     Kontakt






Podział na regiony

   Ogólne
   Stęszew
   Kościan
   Grodzisk Wlkp.


Przydatne adresy

|Policja pow. Poznań|
|Policja Wlkp.|
|Policja Grodzisk Wlkp|
|Policja Kościan|
|Straż Pożarna Kościan|
|Straż Pożarna Grodzisk Wlkp|
|Grodzisk Wlkp. - miasto|
|Grodzisk Wlkp. - powiat|
|Stęszew - miasto|
|Kościan - miasto|
|Kościan - powiat|





Kurier Lokalny wczoraj i dziś:


numer na 20-lecie:



numer na 20-lecie:



numer na 15-lecie:



numer na 10-lecie:



numer na 5-lecie:



Pierwszy numer:



 

 

AKTUALNOŚCI

Czy zapłaczesz po mej śmierci?

Teraz, gdy Natalia odeszła, bliscy i znajomi dopatrują się symboliki w słowach piosenki rapera Śliwy, który śpiewa tak: „Jestem ciekaw, kto zapłacze po mej śmierci. Być może Ty, jeśli ja odejdę pierwszy. Dopóki żyję nic nie jestem stanie stwierdzić. I żyję pełnią życia. Pełnią życia żyję. Wierz mi. Jestem ciekaw, kto zapłacze po mej śmierci. Być może Ty, jeśli ja odejdę pierwszy. Dopóki żyje, walczę oby, czuję prestiż i żyję pełnią życia, pełnią życia żyję. Wierz mi!”

Piosenka została wydana 27 lutego 2015 roku. Link do niej na swoim, społecznościowym portalu zamieściła Natalia z Głuchowa, na krótko przed tragicznym wypadkiem, w jakim uczestniczyła. 19-letka została poszkodowana w wypadku samochodowym, do jakiego doszło na krajowej „5”, na zjeździe do Kościana, na wysokości stacji benzynowej Shell. Była pasażerką samochodu osobowego Alfa Romeo, który zderzył się z ciągnikiem siodłowym. Zabrano ją do szpitala. Oprócz niej przetransportowano 20-letniego Arka z Mikoszek w gminie Kościan, który był drugim pasażerem i Sebastiana z Sepna w gminie Kamieniec, który kierował autem. * * * Był czwartek 16 kwietnia - minęła 11-ta. Krajówką od strony Poznania, do skrzyżowania i zjazdu na Kościan, zbliżał się ciągnik siodłowy marki DAF na kościańskich numerach rejestracyjnych. Z naprzeciwka do tego samego miejsca dojeżdżał samochód Alfa Romeo z trójką młodych ludzi. - Sebastian jechał naszym samochodem - mówią rodzice kierowcy - państwo Kunertowie z Sepna. Wczoraj, czyli w poniedziałek 20 kwietnia odebraliśmy go z kościańskiego szpitala. Ma uszkodzony obojczyk, nie ma jednak gipsu, tylko specjalny usztywniacz nakładany na ramiona. Ponadto mocno zniszczony ma palec lewej ręki. Prawda, że nasz syn najlepiej wyszedł z tego zdarzenia. Fizycznie może i dobrze, ale psychicznie jest zdruzgotany. Właśnie dziś (gdy rozmawialiśmy był wtorek - 21 kwietnia - przyp. red.) znów był u psychologa. Załatwił mu go szpital. Zaś szkoła zorganizowała spotkania z pedagogiem. Nie znaliśmy wcześniej rodzin tamtej dwójki, którzy z nim jechali. Zobaczyliśmy ich na mszy, jaka była zorganizowana przez uczniów z ich szkoły. Wieczorem o 19-ej w poniedziałek, 20 kwietnia wszyscy spotkaliśmy się w Kaplicy Pana Jezusa w Kościanie. Wymieniliśmy z mamą Natalii i rodziną Arka telefony. Wiemy, że nasze dzieci tworzą grupę i są ze sobą zaprzyjaźnione. Oprócz tej trójki jest jeszcze kilka innych osób. Prawda, że tamtego dnia nie poszli do szkoły na lekcje. Nasza wiedza o wypadku jest taka, że Sebastian jechał prosto od strony Leszna, a ciężarowy - od Poznania. Tir zamiast zatrzymać się na swoim pasie zaczął skręcać w stronę Kościana. Gdyby Sebastian nie próbował uciekać na lewo, to centralnie, przodem samochodu wbiłby się w tylną część naczepy. Uciekając odbił w lewo i tym samym uderzył prawym, a nie lewym bokiem w duże auto. Dlatego bardziej poszkodowani zostali ci z prawej strony. Pojechałem na miejsce wypadku - dalej opowiada pan Kunert. Widziałem 34-letniego kierowcę Tira. Obejrzałem jego ciężarowe auto. Nie znalazłem nigdzie informacji, jaką firmę reprezentuje. Z nieoficjalnych źródeł wiem, że nie jest to pierwsze, drogowe zdarzenie tego człowieka. Co zwróciło moją uwagę, to fakt, że przód, przy szybie miał zastawiony tablicą z imieniem i ozdobami. Siedział wysoko, widział daleko, ale tych bliżej, po prostu nie zobaczył. On już myślami był w domu. Pewnie zjeżdżał po długiej trasie. Sam jeździłem dużymi autami i wiem, jak to jest. Muszę powiedzieć, że stał po wypadku obok i nawet nie podszedł, by powiedzieć kilka słów usprawiedliwienia. Do dziś się nie odezwał. Nie powiedział słowa „przepraszam”. Mamy wielką nadzieję, że pozostała dwójka, która gorzej ucierpiała także powoli wróci do zdrowia - zakończył we wtorek 21-go, swoją wypowiedź ojciec Sebastiana. Taką nadzieję cały czas miała mama dziewczyny z Głuchowa. Po mszy w rozmowie z nauczycielami mówiła, że Natalii na pewno się uda, bo jak stwierdziła „Przetrwała już dwa kryzysy i dwa razy je pokonała”. Dopytywała pedagogów: „Czy Natalii uda się jeszcze w tym roku skończyć szkołę.” Pełna wiary w wyzdrowienie córki mama Natalii nie dopuszczała myśli, że może być inaczej. Pierwszy raz przywracano Natalię do żywych na drodze. Jak mówią zawodowi strażacy i służba medyczna, długo ją reanimowano, by przywrócić pracę serca. Udało się i śmigłowiec zabrał ją do szpitala w Puszczykowie. Była najbardziej poszkodowana, choć siedziała na tylnym fotelu. Nie była zapięta w pasy i to sprawiło, że otrzymała mocne uderzenia. Dziewczyna miała obrzęk mózgu, dwie operacje i cały czas była w śpiączce. Arkadiusz siedział obok kierowcy, z przodu. Po zdarzeniu nie mógł sam wydostać się ze zgniecionego auta. Dopiero pomoc straży pozwoliła na jego uwolnienie. Jego obrażenia także były duże. Ma złamane kręgi szyjne, bark, nogę i szczękę. Helikopter zawiózł go do leszczyńskiego szpitala. Zrobiono tam wiele dobrego, ale nie naprawiono złamanej szczęki, bo jak mówią - w Lesznie nie ma chirurga szczękowego. Po okresie śpiączki został już wybudzony. Arkadiusz i Sebastian zdobywali przez trzy lata zawód mechanika samochodowego, zaś Natalia miała specjalność „sprzedawca”. Wszyscy, to uczniowie trzeciej klasy „zawodowej” w kościańskim „Ratajczaku”. Za dwa miesiące mieli otrzymać świadectwa ukończenia tej szkoły. Jak mówił ojciec Sebastiana, uczniowie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych zamówili na poniedziałek mszę w intencji poszkodowanych. Do Kaplicy na nabożeństwo przyszła młodzież oraz kilku - spośród 80 - nauczycieli Zespołu Szkół. Były obie panie dyrektor, pedagog szkolny, wychowawcza, czyli Krzysztof Klóskowski z małżonką, nauczyciel Czesław Misiorny z małżonką i nauczycielka Katarzyna Marciniak-Helińska. Modlono się o powrót do zdrowia. Jak czwartkowe zdarzenie na drodze wyglądało w relacji zastępcy komendanta Państwowej Straży Pożarnej w Kościanie - st. bryg. Andrzeja Zieglera: - O godz. 11.07 dyżurny operacyjny PSP w Kościanie otrzymał informację o wypadku ciężarówki i samochodu osobowego. Zadysponowano pięć zastępów Państwowej i Ochotniczej Straży z Kościana. Na miejscu okazało się, że osobowy uderzył w bok ciężarowego. Spośród 4 osób, które podróżowało pojazdami, 3 były ranne, w tym dwie nieprzytomne. Jedna z tych osób pozostawała uwięziona w samochodzie, a wobec drugiej nieprzytomnej osoby prowadzona była resuscytacja krążeniowo-oddechowa poza pojazdem. Czynności te rozpoczęła obsada ambulansu, który przypadkowo najechał na miejsce zdarzenia. Strażacy wsparli działania służb medycznych i rozpoczęli uwalnianie z wraku pasażera. Przy użyciu narzędzi hydraulicznych uwolniono mężczyznę i ewakuowano na nosze. Nieprzytomnych poszkodowanych umieszczono w ambulansach, a strażacy przejęli opiekę nad przytomnym kierowcą samochodu osobowego. Zabezpieczono też olej napędowy, który rozlał się z uszkodzonego zbiornika ciężarówki. Wyznaczono lądowisko dla 2 śmigłowców i nawiązano z nimi łączność. Z zarządcą drogi ustalono, co będą robić służby drogowe po zakończeniu działań. Gdy poszkodowani zostali zabrani, część strażaków odjechała, a pozostali zbierali elementy pojazdów z jezdni i przy pomocy sorbentu i neutralizatora usuwali plamy. Na czas prowadzenia działań policja zorganizowała objazdy przez pobliską stację benzynową. W przeciągu ostatnich kilkudziesięciu dni, to kolejny wypadek w powiecie kościańskim, którego skutki są bardzo ciężkie. Apelujemy do kierowców, aby wzmogli swą czujność i nie dali się zwieść łaskawej pogodzie. Właśnie miesiące marzec i kwiecień są tymi, w których zdarzeń jest wyraźnie więcej, a ich skutki są cięższe. Prawdopodobnie wynika to ze zmiany warunków meteorologicznych i rozprężenia, jakiemu ulegają kierujący pojazdami - zakończył apelem zastępca komendanta Andrzej Ziegler. * * * Jak wynika ze wstępnych ustaleń, 34-letni kierowca tira wymusił pierwszeństwo. Są tacy, co próbują go bronić argumentując, że młodzi jechali za szybko. Teren przy tym skrzyżowaniu jest szeroki i widoczny. Kierowca DAF-a miał dobrą widoczność. Ten fragment „piątki” jest bez drzew i krzewów, bez jakichkolwiek zabudowań. W ciężarówce siedział wysoko i widoczność miał na dwa, a może i trzy kilometry do przodu. Argumentowanie, że mógł nie zobaczyć szybko jadących, jest nie do przyjęcia. Jeśli nawet „popędzali”, to i tak powinien był poczekać, bo oni byli na drodze z pierwszeństwem przejazdu. Przecież każdy z nas, nawet gdy widzi pędzącego motocyklistę, to specjalnie w niego nie uderza. Możemy jedynie sobie pomyśleć „wariat” i pozwalamy mu przejechać! Arek nadal jest hospitalizowany w Lesznie. Natalia leżała w Puszczykowie. Niestety dziewiętnastolatka odeszła w czwartek rano, 23 kwietnia. Mimo wysiłków lekarzy i dwóch kolejnych operacji. Nie udało się. Tragedię przeżywają wszyscy. Dla mamy Natalii, to rzecz nie do ogarnięcia. Co można napisać? Sama wychowywała dziewczynę, a pracuje w jednym z marketów w Czempiniu. Śmierć Natalii, to także ciężkie przeżycie dla jej chłopaka. A drugi poszkodowany? O powrót do zdrowia Arkadiusza Walkowiak modli się rodzina, ale też jego dziewczyna Dominika ze Starego Gołębina w gminie Kościan. Z kolei Sebastian Kunert spotyka się z Kariną. Pewnie i jej nie jest lekko w całej tej sytuacji. Na koniec jeszcze słowa zamieszczone na portalu Natali już po jej odejściu. W czwartek 23-go pod wieczór Mirosława Wojtkowiak napisała: - Bo, gdy ktoś odchodzi, zabiera ze sobą słońce. I śpiew ptaków bierze dla siebie na wyłączność. Kradnie kolory nieba i zieleń trawy wiosennej. Podbiera uśmiechy i zostawia nas w rozpaczy bezdennej. Ewa Noga-Mazurek