20 sierpnia 2017
niedziela

Dziś imieniny:
Bernarda, Sobiesława, Samuela

Nowy numer Kuriera Lokalnego już dziś.

Naszą stronę odwiedziło już 292197 gości.

Strona główna     Kącik fotograficzny      Oferta     Historia     Kontakt






Podział na regiony

   Ogólne
   Stęszew
   Kościan
   Grodzisk Wlkp.


Przydatne adresy

|Policja pow. Poznań|
|Policja Wlkp.|
|Policja Grodzisk Wlkp|
|Policja Kościan|
|Straż Pożarna Kościan|
|Straż Pożarna Grodzisk Wlkp|
|Grodzisk Wlkp. - miasto|
|Grodzisk Wlkp. - powiat|
|Stęszew - miasto|
|Kościan - miasto|
|Kościan - powiat|





Kurier Lokalny wczoraj i dziś:


numer na 20-lecie:



numer na 20-lecie:



numer na 15-lecie:



numer na 10-lecie:



numer na 5-lecie:



Pierwszy numer:



 

 

AKTUALNOŚCI

Od pochwał do krytyki - takie słychać opinie o księdzu z Modrza

Ostatnio pisaliśmy o czytelniczce, która nakłaniała nas, abyśmy sprawdzili, jakie przyjęcie w pałacu w Będlewie, przygotowali sobie na końcu stycznia samorządowcy ze Stęszewa. Od połowy lutego mamy też inne pismo, które przyszło do redakcji. Tym razem miało ono „cięższą wagę”. Nim zdecydowaliśmy się go we fragmentach zacytować, przygotowywaliśmy się dość długo. Chodzi o nowego proboszcza parafii Modrze w gminie Stęszew.

Po otrzymaniu listu pojechaliśmy do Modrza, potem rozmawialiśmy z mieszkańcami sąsiednich miejscowości - Wronczyna i Zaparcina, które też należą do modrzańskiej parafii. Następnie obejrzeliśmy cmentarze, o których piszą parafianie, by z kolei obejrzeć organistówkę, która też „ruszona” jest w liście. Oto pierwszy fragment: - Kościół w Modrzu przeżywał renesans z księdza Henryka. Ludzie włożyli w kościół dużo pieniędzy. Za księdza Henryka było na wszystko, na organistę, na sprzątaczkę. Z przyjemnością chodziło się do kościoła. Dla nowego księdza Romualda Turbańskiego liczą się tylko pieniądze. Ciągle na coś woła, a jeszcze nic nie zrobił. W kościele jest brudno. Pogniecione, brudne obrusy leżą na ołtarzach i brak kwiatów. Zbiera na kwiaty od parafian. Nie ma sprzątaczki, więc nie ma komu prać i sprzątać kościoła. Wokół kościoła jest bałagan, trawa i zielsko pod pas. Oszczędza na oświetleniu. W kościele ciągle jest ciemno. (...)Wyłączone zostało oświetlenie przy grocie Matki Boskiej i woda wyłączona. Wymyślił niedziele ekonomiczną. Tylko, że pieniądze nie mają żadnego przeznaczenia - nie wiemy, na co mają iść. No, może na jego rozrywki. (...)Każda msza ma swoją cenę, tak jak sakramenty. Jezus nauczał za darmo! Księża dostają dużo pieniędzy. Przykazania o mamonie stworzyli księża, a nie Jezus. Do tego biuro parafialne jest ciągle nieczynne. Co się dowiedzieliśmy? Faktycznie nie ma kościelnego, który odszedł, a ksiądz nie chciał go zatrzymać. Chodziło o pieniądze. Zastanawiamy się, czy potrzebne są tak duże oszczędności? Tego nie potrafimy stwierdzić. To może rozważyć jedynie sam proboszcz w swoich wyliczeniach. Zbyt duże restrykcje mogą zniechęcić parafian i zamiast oszczędności, będą jeszcze większe pustki w kasie kościoła, bo ludzie w ogóle przestaną dawać na tacę. Należy zapewne rozważyć, co jest dla parafii ważne. Kolejny podjęty temat: - Na mszę ksiądz się spóźnia. Ma jakieś usprawiedliwienia na spóźnianie się na mszę. Przed mszą kościół jest zamknięty. Otwiera go z opóźnieniem już po czasie, kiedy powinna być rozpoczęta msza, a ludzie stoją pod kościołem, bo na kościelnego też skąpi. Nie ma dyżurów na probostwie, by w stałych godzinach można było przyjść i coś załatwić. Nigdy nie ma pory, żeby zamówić msze, czy ustalić datę pogrzebu, bo brama ciągle zamknięta. I te śmieszne opowiastki, a to o włamaniu na plebanię, a to o pościgu włamywaczy, a to o braku gazu w zapalniczce, a to o braku tuszu w drukarce, a to o nocy w samochodzie, bo klucze zgubione i cudem odnalezione. Bujną wyobraźnię ma ksiądz proboszcz. Myli się podczas mszy. Czyta byle co. Bardzo rzadko słucha spowiedzi. Zlikwidował nabożeństwa. Nie ma już nowenny, koronki do miłosierdzia bożego, apelu w soboty, spowiedzi pierwszopiątkowej, ani objazdu chorych. Co zatem dowiedziała się w tej kwestii redakcja? Kościół w ciągu tygodnia jest zamknięty, to fakt. Ale inne kościoła także bywają zamykane, bo złodzieje grasują. A co do spóźnień? Trudno powiedzieć. Wiemy, że nim ksiądz Turbański pojawił się w Modrzu, pełnił posługę w Mórkowie koło Leszna. Wysłaliśmy do przedstawiciela tamtego środowiska następujące pismo: „Otrzymaliśmy dość krytyczny list od mieszkańców Modrza, a więc parafii, gdzie obecnie mieszka poprzedni proboszcz z Mórkowa. Chcemy Pana zapytać o to, jak oceniali parafianie z Państwa terenu księdza Turbańskiego, gdy przebywał w gminie Lipno. Rozmawialiśmy już z wieloma mieszkańcami, aby wyrobić sobie szeroki pogląd na sprawę. Np. rozstanie się z kościelnym, zamknięty kościół, spóźnianie się na msze, a ludzie stoją pod progiem na zimnie itd Chodzi także o młodą kobietę z rodziną, która mieszka w organistówce - bo taki problem też pojęli parafianie. Na pytania, kto to jest, ksiądz ponoć podaje różne wersje, nie zawsze spójne. Cytat: „I w każdej miejscowości inna opowiastka o mieszkańcach organistówki, a to, że brat, a że syn gosposi, a że ma bliżej do pracy. Kogo to obchodzi? Organistówka, to nie hotel (...). Oto, jaką otrzymaliśmy z Mórkowa odpowiedź: - Odnosząc się do wskazanych przez panią problemów. Muszę przyznać, że jestem zdumiony materią problemu. Jeśli chodzi o kobietę z dzieckiem - ksiądz Turbański na terenie Mórkowa, nie udzielał nikomu schronienia, ani też nie był podejrzewany o wątki obyczajowe. Trudno mi określić zatem, co to może być za kobieta i dzieci. Więcej, śmiem przypuszczać, że ksiądz musiałby być zdesperowany, albo zupełnie postradać zmysły, jeśliby miał mieć np. kochankę u swego boku. Co do opóźnień - rzeczywiście można potwierdzić, że punktualność nie jest mocną stroną księdza Turbańskiego. Poślizgi pojawiały się także i na terenie parafii Mórkowo. Na temat kościelnego, proszę wybaczyć, nie mogę się wypowiedzieć, nie znam sytuacji. Co zaś do zamkniętego kościoła - różne są praktyki w parafiach, są kościoły otwarte, czasem z otwartą jedynie kruchtą, a czasem zupełnie zamknięte. Jeśli chodzi o opinię mieszkańców na temat księdza. Różne są, od zachwytu, po niezadowolenie. Bynajmniej ksiądz wpisał się tu, jako budowniczy kościoła, probostwa i założyciel prężnego koła KSM-u. Z poważaniem (...). I tu jest nazwisko osoby, która odpisała. Jako redakcja myślimy, że jeśli ksiądz wynajął komuś parafialny budynek, to dobrze by było, aby ogłosił na kilku mszach, że to uczynił. Ponadto należałoby oficjalnie rozliczać wpływy za wynajem - jeśli takie są - i wykazywać w budżecie parafialnym, informując parafian, na co dane kwoty są przeznaczane. Zajmijmy się kolejnym podjętym problemem: - Na cmentarzach w Modrzu jeszcze gorzej. Ludzie płacą za pokładne, a on każe śmieci zabierać do domu. Na kazaniach mówi, jak do głupków. Co tydzień na coś żebrze. Podczas owsiakowej orkiestry przepędził dzieci spod obejścia kościoła, bo mu płoszą wiernych i okradają ze składek. Ziemie dzierżawi zagranicznej spółce, a na ambonie grzmi o patriotyzmie i o górnikach pokrzywdzonych. Informacje na stronie internetowej parafii odbiegają od rzeczywistości, a tym bardziej od tego, co jest na stronie internetowej archidiecezji poznańskiej. Żyjemy w Polsce i msza niech będzie po polsku, a nie po łacinie. Podczas kolędy wymyślił posiłki. Nie było rozmowy. Koperta się liczyła. Rozrywka księdza, to nieprzystający księdzu hazard. Nałogowo grywa w karty z innym księdzem i kolegami. W dalszej części piszący zahaczają o kolejne problemy obyczajowe. Autorzy listu piszą szeroko o zbyt poufałym stosunku do szkolnych dzieci. Cytat: „Niepokojące było już jego zachowanie na rozpoczęciu roku. Przytulanie dzieci. Podchodził i głaskał. Podczas mszy zbliża się do dzieci, głaska i przytula. Po mszy zaprasza na probostwo. Zachęca do wspólnych wyjazdów. Na batonika i cukierka nas, rodziców nie nabierze. Są na to dowody. Dyrektorka została już powiadomiona przez kilku rodziców. Na razie odpowiedzi nie ma. W końcu szkoła powinna dbać o dobro dzieci. To skandal.” Czy gra w karty jest grzechem? Według nas - nie! A zbliżanie się do dzieci? Serdeczność nie musi być niczym złym. Chyba, że rodzice widzą coś jeszcze więcej, niż my wiemy. Wcześnie napisano jeszcze o łacinie. Co do nabożeństw, albo ich fragmentów w tym języku. Kiedyś tylko po łacinie Polacy się modlili. Teraz nauczyliśmy się liturgii po polsku i trudno nam przyjąć inną wersję. Modrzanie pewnie nie chcą słuchać obcego języka. Na koniec w nadesłanym do nas pismie jest apel: - Taka postawa księdza, to anty-wzór i zagrożenie dla dzieci. Roztrwoni wszystko, co do tej pory było zrobione. Prosimy zainteresować się sprawą. Łączymy wyrazy szacunku i liczymy na pomoc. I tu podpis „Parafianie kościoła w Modrzu.....” Jedno jest pewne, że nasze dwukrotne wizyty na dwóch modrzańskich cmentarzach pokazują, że faktycznie śmieci rosną. Dwa duże kontenery „kipią”, a obok rosną kolejne góry. Zaczyna się na dobre wiosna. Ludzie będą porządkować groby swoich bliskich. Odpadów zacznie masowo przybywać. I co dalej z wywózką? Jeśli chodzi o opłaty i decyzje w sprawie wszystkich cmentarzy, to użytkownicy niewiele mają w tej materii do powiedzenia. Ceny ustalają księża - za pomniki, za posługę. Proboszczowie są decydentami i zarządcami. Wpływy bierze ksiądz, a długi przekazuje ludziom. Czy parafianie powinni zajmować się śmieciami? To chyba nie jest w porządku. Jak się bierze kasę, to i odpowiedzialnośc powinno się brać. Na koniec kilka słów o byłym już proboszczu, który przez 16 lat pełnił w Modrzu posługę, o ks. Henryku Rynkiewiczu. Starsze rozmówczynie mówiły do nas tak: - Ksiądz Henryk miał cały czas przy sobie Helenkę. Jedni mówili, że to gosposia, inny, że coś więcej. Teraz, gdy proboszcz jest na emeryturze, też poszła z nim do Stęszewa i o niego dba. Ona nie kryła się z zażyłością z duszpasterzem. Dbała o niego, jak żona dba o męża. Mówiła: „Heniu weź tę nową szatę, bo stara już nieświeża! Zapomniałeś wziąć ze sobą (i tu wymieniała jakiejś tam rzeczy)”. Ona też dbała o kościół. Wszystko było wyprasowane, wygładzone. Ludzie nauczyli się, że tak powinno być. - Ksiądz Henryk i pani Helenka ubierali kościół dla komunijnych dzieci we własnym zakresie - opowiada nam trzydziestoparoletni mężczyzna z Wronczyna. Gdy moje pierwsze dziecko szło do komunii tak było. W tym roku idzie drugie. Już słyszę, że rodzicom ksiądz kazał zawiązać komitet komunijny i zbierać zaliczki na wystrój kościoła. Jak zaliczka, to za chwilę będą wołane kolejne pieniądze. Od tego księdza, to ja słyszę, że tylko mamy dawać kasę. Ja i moi znajomi są niemile zaskoczeni zachowaniem nowego proboszcza. Ksiądz ma iść do ludzi z posługą i misją, a nie robić na parafianach interesy. Redakcja myśli, że trudno oceniać zachowanie księdza. Każdy człowiek ma własną, zakodowaną w sobie moralność. Być może modrzanie byli nauczeni do innych zachowań księży i teraz im trudno przyjąć zmiany. Obecny ksiądz jest młodszy, z innego pokolenia i ma inne nawyki. Czasy też już są inne, niż 20 lat temu. Najważniejsza jest postawa Rady Parafialnej. To od niej zależy - jeśli jest mocna i dobrze działa - czy wpływające pieniądze są dobrze dysponowane. Rada powinna zobaczyć umowę z dzierżawcą Organistówki. Powinna sprawdzić, jakie jest pokrewieństwo, albo jego brak z księdzem. Rada jest po to, by reprezentowała mieszkańców. Powinna o wszystkim informować, a ludzie nie wszystko wiedzą. Widocznie członkowie Rady Parafialnej za mało komunikują się ze współobywatelami. Nie rozmawiają o nurtujących problemach. Rada nie działa dla siebie. Ona powinna mieć wsparcie innych. A jeśli go zabraknie, to niczego nie osiągnie. Parafia, to wierni. Nie ksiądz i nie budynki. Jeśli oni się odwrócą, to duchowny zostanie sam, bez poparcia i bez pieniędzy. Ewa Noga-Mazurek