26 czerwca 2017
poniedziałek

Dziś imieniny:
Jana, Pawła, Miromira

Nowy numer Kuriera Lokalnego już za 13 dni.

Naszą stronę odwiedziło już 292197 gości.

Strona główna     Kącik fotograficzny      Oferta     Historia     Kontakt






Podział na regiony

   Ogólne
   Stęszew
   Kościan
   Grodzisk Wlkp.


Przydatne adresy

|Policja pow. Poznań|
|Policja Wlkp.|
|Policja Grodzisk Wlkp|
|Policja Kościan|
|Straż Pożarna Kościan|
|Straż Pożarna Grodzisk Wlkp|
|Grodzisk Wlkp. - miasto|
|Grodzisk Wlkp. - powiat|
|Stęszew - miasto|
|Kościan - miasto|
|Kościan - powiat|





Kurier Lokalny wczoraj i dziś:


numer na 20-lecie:



numer na 20-lecie:



numer na 15-lecie:



numer na 10-lecie:



numer na 5-lecie:



Pierwszy numer:



 

 

AKTUALNOŚCI

Ania Przybylska, na pół kościanianką, a na pół gdynianką

Od kilku lat zbierał się Kurier lokalny, by spotakć się - za pośrednictwem jej krewnych z Kościana - z Anną Przybylską i opowiedzieć o jej kościańskich korzeniach. Zawsze brakowało czasu. Teraz możemy zrobić jedynie - razem z bliskimi - wspomnienia o tej niezwykłej osobie. ***** Na fotografii Ania Przybylska z kuzynką z Kościana - Beatą Hofman.

Polskę obiegła smutna wiadomość, że bardzo lubiana aktorka Anna Przybylska nie żyje. Dlaczego nie udało się jej uratować? - pytało wielu. Rok temu kolorowa praca donosiła, że coś dzieje się niedobrego ze zdrowiem aktorki. Mocno schudła, miała operację jedną, potem kolejne. Spekulowano o jej stanie zdrowiu, ale wszyscy mieli nadzieję, że poradzi sobie z tymi kłopotami, bo była sina, młoda, pełna dobrej energii i z dużą wolą walki o przetrwanie. Miała dla kogo żyć. Obok był kochający partner, troje potrzebujących mamy dzieci i bliska jej rodzina - mama i siostra i pozostali krewni. A dla Przybylskich rodzina zawsze była bardzo ważna. Utrzymywali ze sobą bliski i serdeczny związek. - Nasz rodzina jest niewielka, więc się szanujemy i wspieramy - mówią krewni Anny Przybylskiej z Kościana, najbliżsi kuzyni Ani. Ona sama bowiem jedną nogą jest z Gdyni - po mamie, a drugą z Kościana - po tacie. Na ulicy Grodziskiej w Kościanie-Kiełczewie nadal stoi dom dziadków Ani - Zofii i Maksymiliana Przybylskich. Mieszka w nim obecnie kuzynka aktorki - Małgorzata Hofman, nauczycielka w Zespole Szkół nr 2, mieszczącej się na Osiedlu Piastowskim w Kościanie. W tym domu od maleńkości z mamą Krystyną i tatą Bogdanem, Ania spędzała każde, letnie wakacje. Przyjeżdżała również tu na rodzinne uroczystości, typu ślub kuzyna Sławomira Hofmana i jego żony Beaty, na komunie ich syna Przemka oraz na zwykłe odwiedziny, tak bez celu, by się znowu spotkać, by pogadać. Bywało też, że odwiedzała kuzynostwo mieszkające na osiedlu Konstytucji 3 Maja w Kościanie. Tam obecnie mieszka Sławek i Beata Hofmanowie. W 2002 roku Ania przyjechała tu z mamą Krystyną i ze swoją maleńką wtedy Oliwką. Spały w mieszkaniu mieszczącym się w jednym z bloków na wspomnianym osiedlu. Jak wygląda zatem drzewo genealogiczne Ani Przybylskiej? Dziadkowie Zofia zm. 1986 i Maksymilian zm. 1970 Przybylscy, to mieszkańcy podkościańskiego Kiełczewa. Mieli czwórkę dzieci: Kazimierę, Alojzego, Wandę i Bogdana. Dzieci dwójki z nich Wandy i Bogdana utrzymują ze sobą nadal ścisły kontakt. Wanda Przybylska została w domu rodziców w Kiełczewie. Została nauczycielką języka polskiego w kościańskiej szkole Podstawowej nr 1 przy ulicy Mickiewicza. Wyszła za mąż za Leszka Hofmana i miała z nim trójkę dzieci: Małgorzatę, Mirosława i Sławomira. Z kolei Bogdan chciał był lekarzem. Zdawał egzamin na poznańską Akademię Medyczną, ale z braku miejsc nie został przyjęty. Wybrał się więc nad morze, by studiować w Wyższej Szkole Marynarki Wojennej w Gdyni. Skończył ją, jako oficer. Doczekał się stopnia komandora, czyli w wojsku lądowym podpułkownika. Pierwszym okrętem, na którym pływał był - stojący dzisiaj na Skwerze Kościuszki okręt „Błyskawica”. Bogdan Przybylski służył w marynarce wojennej od 1966 roku do 1992. Zmarł trzy lata później. Ania miała wtedy 17 lat. Ale wróćmy do momentu, gdy Bogdan w Gdyni poznał Krystynę. Jak to w życiu bywa młodzi pokochali się i zawarli związek małżeński. Z tego małżeństwa urodziła się Agnieszka (dziś 40-letnia gdynianka) i 35-letnia Ania (26 grudnia miałaby 36 lat). Bogdan często przyjeżdżał ze swoimi bliskimi w rodzinne strony. Spędzał tutaj z żoną i dziećmi letnie wakacje. Dzieci Wandy i Bogdana spędzały ze sobą wiele wolnego czasu. Małgosia i Sławek Hofman byli nieco starsi, więc młodsze kuzynki rozpieszczali. - Pamiętam, że gdy Ania była całkiem mała, miała może 4-5 lat, to bardzo lubiła jeździć ze mną rowerem na dłuższe wycieczki. Wsiadała do wiklinowego koszyczka przyczepianego kiedyś na kierownicę roweru i ruszałyśmy w trasę. Najczęściej jechałyśmy w kierunku na Racot - wspomina starsza o kilkanaście lat od Ani, kuzynka Małgorzata. To, co zapamiętałam jeszcze, to jej ruchliwość. Wszędzie było jej pełno. Nie potrafiła siedzieć bezczynnie. Lubiła budować z mebli, nakryć i kocy sceny, które nazywał teatrzykami. Kreowała sytuacje i w nich sama występowała. A jak występy, to i przebieranie. Na jakieś święta przebrała się w kożuch wuja Mirka, do tego założyła gumowce i odgrywała Jasełka. Przebierała się i zakładała wszelkie błyskotki, jakie były w zasięgu jej ręki. Powtarzała, że będzie aktorką, albo modelką. - Ania była zawsze małym łobuzem, w dobrym tego słowa znaczeniu. Miała ciemne włosy, obcięte na pazia. Była mała, a wszędzie się wciskała - taką Anię z dzieciństwa zapamiętał kuzyn Sławek Hofman. Pamiętam jedne wakacje, gdy już byliśmy po ślubie z małżonką Beatą, a jako dzieci mieszkaliśmy po sąsiedzku, o dwa domy dalej, to Ania biegała od jednego domu, do drugiego. Rodzice Beaty byli nauczycielami i mieszkali w kiełczewskiej szkole. Któregoś dnia zniknęła. Przez dłuższy czas wszyscy ją szukaliśmy w obu domach i obejściach. Wystraszeni myśleliśmy, by powiadomić policję. I nagle okazało się, że odnalazła się na strychu w szkole. - Ubrana była w kolorową, sukienkę, bo moja mam szyła mi często na występy szkolne ładne przebrania - włącza się w rozmowę Beata Hofman, obecnie też nauczycielka klas 1-3 w szkole Podstawowej w Kiełczewie. Na sobie miała długie, do pasa korale i za duże buty na obcasach. Granie miała we krwi. Los się do niej uśmiechnął, bo gdy miała 17 lat i była w szkole średniej, zorganizowano w Sopocie przeglądy typu „Twarz Roku”. Ania poszła na taki przegląd i została zauważona przez reżysera Radosława Piwowarskiego. Zaangażował ją do małej rólki w swoim filmie „Ciemna strona Wenus”. Potem weszła w skład obsady serialu „Złotopolscy”, jako policjantka Marylka. Był to początek jej aktorstwa. Poznała ją wtedy szeroka publiczność. Potomkowie Zofii i Maksymiliana Przybylskich do dziś kultywują tradycje i utrzymują bliskie, rodzinne więzi. - Pomagamy sobie w każdej trudnej chwili. Tak było i teraz. Sygnał o kłopotach pojawił ię w wynikach krwi - zmówi mówi Sławek Hofman. Był wiadomo, że coś się złego dzieje. Potem znaleziono guza na trzustce. Operacja była w sierpniu i cała rodzina czekała z niepokojem na wyniki laboratoryjne wyciętego guza. Nikt nie przyjmował do wiadomości, że Ani się nie uda w walce z intruzem. Rodzina ją wspierała i siebie nawzajem. Tak było, gdy zmarł ojciec Ani i Agnieszki - wuja Bogdan. Miał 53 lat i zmarł na raka płuc. Anna opowiadała o tym w 2012 roku, w wywiadzie w do „Super Ekspresu”. Przyznała, że bada się regularnie, bo jest obciążona genetycznie: - Są testy apteczne, które można wykonywać, ale to nie jest to samo. Ja się badam, ponieważ jestem obciążona genetycznie, zarówno ze strony ojca, jak i matki. Wszyscy umierali na nowotwór. Badam się również dlatego, że jestem mamą trójki dzieci i chciałabym się ustrzec przed chorobą. Wiadomo, że schorzenia wcześniej wykryte można skutecznie wyleczyć, dzięki profilaktyce możemy skutecznie przedłużyć nasze życie. - Wszyscy wierzyliśmy, że musi się udać. Leciała do Stanów szukać pomocy. Nie pomogli. Była Szwajcarii - lekarze rozkładali ręce. Ostatni raz rozmawiałem z Anią telefonicznie w wigilię 2013 roku - mówi Sławek. Ania już po diagnozach opowiadała w telewizyjnych wywiadach, że chciałby jeszcze trochę pożyć, że obecnie cieszy się każdą chwilą z dziećmi i bliskimi. Dzieci miała troje 12-letnią Oliwkę, 8-letniego Szymka i trzyletniego Jasia. - Nie udało się pokonać raka trzustki. To jedna z najbardziej złośliwych i szybko niszczących organizm odmian tej choroby. Chorzy odchodzą po dwóch, trzech miesiącach od wykrycia. Jej udało się wyrwać z życia ponad rok - znów wspomina Sławek. Od razu operacji p wycięciu guza czuła się dobrze. Wróciła do pracy. Pracowała, bo to dodawało jej sił do dalszej walki o zdrowie. W ubiegłym roku jeszcze nakręciła swój ostatni firm „Bilet na księżyc”. Uczestniczyła z Piotrem Adamczykiem w kampanii reklamowej obuwia CCC. W ten sposób starała się zabezpieczyć finansowo rodzinę. Zdobywała też pieniądze na leczenie. Choroba wracała i była coraz bardziej dokuczliwa, męcząca i bolesna. Aktorka schudła, straciła włosy. Chodziła w peruce, albo w grubej czapce. Nie skarżyła się. Oparcia szukała w rodzinie i najbliższych. Jej życiowy partner, piłkarz Jarosław Bieniuk zrezygnował z treningów, by przejąć obowiązki opiekuna rodziny, by ją samą wspierać. Osobą niezastąpioną dla Ani i jej rodziny w ostatnich miesiącach była mama Krystyna. Ona dbała o dom w Gdyni-Orłowie. Przy okazji warto napisać, że na skarpie stoją dwa domy - Ani i jej sąsiadki - córki prezydenta Lecha Kaczyńskiego - Marty. W czasie choroby mama każdego dnia przygotowywała, odwoziła i przywoziła dzieci do szkoły i przedszkola. Ona docierała z nimi na pływalnię i zajęcia pozalekcyjne. Ona - dziś 62-letnia kobieta - ciągnęła praktycznie cały dom. Szczególnie wtedy, gdy w ostatnich miesiącach Ania przebywała w szpitalu w Bydgoszczy, a Jarosław spał na materacu, obok jej szpitalnego łóżka. Ania była coraz słabsza. Rak zaatakował już właściwie wszystkie jej narządy. Ważyła pod koniec już tylko 40 kilo. Od pewnego czasu miała pełną świadomość, że się nie uda, że musi pożegnać się z życiem. Bóle splotu słonecznego (w pasie) były nie do zniesienia. Musieli podawać jej morfinę. Odeszła o godzinie 15-ej w niedzielę, ale przytomność straciła już w piątek 3 października. Pogrzeb zorganizowany został 9 października na koszt i przy pomocy Prezydenta Miasta Gdyni. Jak powiedział włodarz tego miasta, Anna Przybylska promowała ten gród, a do tego często, bezpłatnie wspierała różne akcje charytatywnie. Pogrzeb Anny Przybylskiej odbył się w czwartek 9 października. Nabożeństwo żałobne odprawione zostało o 13-ej w kościele przy ul. Armii Krajowej, w pierwszym, tym najstarszym kościółku Gdyni. Warto przy tej okazji przypomnieć, że Gdynia do czasów reformy ministra przemysłu i handlu, w pierwszym rządzie Józefa Piłsudskiego - Eugeniusza Kwiatkowskiego, czyli do roku 1924, była małą wioską, z jednym kościółkiem, właśnie tym pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Odprowadzenie do grobu nastąpiło o godzinie 15-tej na Cmentarz Parafialny przy Parafii pod wezwaniem Św. Michała Archanioła w Gdyni. Rodzina, przyjaciele, fani i mieszkańcy Trójmiasta uczestniczyli w czwartek w uroczystościach pogrzebowych zmarłej aktorki Anny Przybylskiej. W okolicy kościoła, w którym odprawiono mszę w intencji zmarłej, ułożono 4 tysiące białych róż. Opinie: *Cezary Pazura a Ani Przybylskiej: - Była osobą absolutnie cudowną, pełną wigoru i temperamentu. Oprócz tego była wspaniałym człowiekiem. Znalem jej dzieciaki i dom. *Krzysztof Kowalewski: - Była tak pełna życia, miała taki temperament, że ta radość, ten entuzjazm udzielał się innym. Taką ją chcę zapamiętać. Ania zawsze pozostanie w naszych sercach. Żal, żal i jeszcze raz żal - dodał na wieść o jej śmierci. Jeszcze wpis do księgi kondolencyjnej wyłożonej w Gdyni. Jedna z osób napisała tak: „Spotkało się życie i śmierć. Śmierć zapytała - dlaczego wszyscy cię kochają, a mnie nienawidzą? Życie odpowiedziało: Bo ja jestem pięknym kłamstwem, a ty bolesną prawdą.” To jedne z pierwszych wpisów, jakie pojawiły się w księdze. Na koniec jeszcze słowa kościaniaków, a dokładnie Beaty Hofman: - Ania jest nam bardzo bliska i umyślnie nie mówię o Niej w czasie minionym. Bardzo przeżywamy to, co się stało. Jesteśmy małą rodziną. Mamy bliskie, serdeczne stosunki. Ania zajmowała i nadal będzie zajmować wysokie miejsce w naszych sercach. Ewa Noga-Mazurek