23 lutego 2018
piątek

Dziś imieniny:
Damiana, Romany, Florentyna

Nowy numer Kuriera Lokalnego już za 9 dni.

Naszą stronę odwiedziło już 292197 gości.

Strona główna     Kącik fotograficzny      Oferta     Historia     Kontakt






Podział na regiony

   Ogólne
   Stęszew
   Kościan
   Grodzisk Wlkp.


Przydatne adresy

|Policja pow. Poznań|
|Policja Wlkp.|
|Policja Grodzisk Wlkp|
|Policja Kościan|
|Straż Pożarna Kościan|
|Straż Pożarna Grodzisk Wlkp|
|Grodzisk Wlkp. - miasto|
|Grodzisk Wlkp. - powiat|
|Stęszew - miasto|
|Kościan - miasto|
|Kościan - powiat|





Kurier Lokalny wczoraj i dziś:


numer na 20-lecie:



numer na 20-lecie:



numer na 15-lecie:



numer na 10-lecie:



numer na 5-lecie:



Pierwszy numer:



 

 

AKTUALNOŚCI

Wioski walczą o prawo do czystego powietrza

Mieszkańcy Jeziorek, Tomic, Rybojedzka, Skrzynki i Mirosławek cieszą się tym, że mieszkają w terenach uznawanych za warte ochrony. Już od Mirosławek rozciąga się Oz bukowsko-mosiński. Rośnie w tych okolicach wiele ciekawych gatunków roślin, a i zwierzęta lepiej się tu mają, niż gdzie indziej. Dlatego ludzie z wymienionych wiosek nie zgadzają się na niszczenie ich naturalnego środowiska

Przypomnijmy, co się działo, gdy Spółka Rol Pol z Jeziorek chciała postawić w tamtej miejscowości Bio Gazownię. Inwestycja budziła niepokój mieszkańców nie tylko tej wioski, ale i ościennych. Przypomnijmy, jak to 28 lutego 2011 roku w świetlicy w Jeziorkach doszło do spotkania. Przyjechali ludzie odpowiedzialni za przygotowanie projektu i budowę. Był naukowiec z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu doktor Jacek Dach, który specjalizuje się w badaniach nad utylizacją i smrodem. Dotarli przedstawiciele firmy Eneco, która stawia Bio Gazownie w Polsce. Doktor Jacek Dach stwierdził, że Bio Gazownia „żyje” z gnojowicy i krowich odchodów. Wykorzystuje i neutralizuje smród. A pozostałości z tego przetworzenia wykorzystuje, jako ekologiczny nawóz. Dodatkowo produkowana będzie energia elektryczna. Sala nie dawała się przekonać. Wskazywali na podobną inwestycję już istniejąca w Liszkowie, która nie miała śmierdzieć, a śmierdzi. Teraz nie z Bio Gazownią, ale z projektem budowy dużej fermy kur walczą mieszkańcy Mirosławek. Sąsiad Marek Pawlicki chce koło ich posesji postawić obiekt na 30 tysięcy sztuk drobiu. 11 stycznia tego roku doszło do spotkania w świetlicy w Mirosławkach. Inwestor na spotkanie z mieszkańcami przyszedł z Marcinem Magdziarkiem, przedstawicielem Przedsiębiorstwa Projektowo-Usługowego z Wargowa w powiecie obornickim. Jako pierwsza głos zabrała sołtys wioski Anna Rożek. W imieniu lokalnej społeczności mówiła, że niepokoi ją i jej sąsiadów fakt postawienia obiektu nie gdzieś z dala za wioską, ale w odległości kilkudziesięciu metrów od ich domów. Wśród mieszkańców lęk budzą dwie sprawy – smród i hałas. Przypomniała też o pobliskim jeziorze, gdzie żyją bobry, wydry, jest czapla siwa i biała, są żurawie. - Czy inwestor przewiduje, jak to będzie działać na jezioro, na zwierzęta, ptaki i ryby? – zapytała. Projektant odpowiadając powiedział, że budynek będzie szczelny, bez okien. Zaprojektowana jest wymiana powietrza za pomocą bocznych i szczytowych wentylatorów. Oznacza to, że smród nie będzie się na zewnątrz wydostawał. A drzwi nie będą otwierane, bo kury by uciekły. Zaś jeśli chodzi o hałas, to projektując uwzględniono przy liczeniu natężenia hałasu moc akustyczną akumulatorów. Z badań modelowych wynika, że nie przekroczy wyznaczonych norm. Ponadto zasięg hałasu musi się zamknąć na terenie należącym do inwestora. Te wypowiedzi nie rozwiały wątpliwości zgromadzonych na sali. Robert Adamczak - mieszkaniec Mirosławek powiedział do chcącego pobudować kurnik: - Ja nie mam nic przeciwko inwestorowi, że chce zarabiać jakoś na życie. Mnie ciekawi, kto dał zgodę na taką lokalizację. Niech on sam powie, czy chciałby mieć koło swego domu ten kurnik? Z kolei Robert Śron ze Skrzynek przypomniał myśl: „Żyj i pozwól żyć innym”. Czy inwestor pomyślał o transporcie. Przecież po taką ilość drobiu będzie przyjeżdżać ciężki sprzęt. Czy wiejska droga pozwala na taki ruch tirów? To też będzie uprzykrzać życie. Niewiele odzywał się sam zainteresowany, ale w pewnym momencie zareagował: - Czy chcecie tę wieś całkowicie wyłączyć z produkcji rolnej? Dlaczego nie mogę pobudować na swoim, własnym terenie? Gościem zaproszonym na to spotkanie była profesor Katedry Ekologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu – Janina Zbierska. Przyjechała, aby w imieniu mieszkańców zadać bardziej szczegółowe pytania. Ją interesowało nie średnie natężenie, ale najwyższe, bo ono będzie dokuczać mieszkańcom. - Pan wykazał zgodność z przepisami – mówiła pani profesor – ale jest tak dlatego, że nie mamy w Polsce jeszcze norm. Brak uregulowań. Moim zdaniem jest to niekorzystna sytuacja dla mieszkańców. Istnieje coś takiego, jak dobra praktyka. Stosuje się zasadę, że tego typu budynki stawia się w dużym oddaleniu od ludzkich domostw, przynajmniej kilkaset do tysiąca metrów. Wtedy zapachy będą może wyczuwalne, ale nie będą dokuczliwe. Mam na uwadze amoniak i siarkowodór ze względu na ich poziom toksyczności. W świetle prawa można wykazać, że nie ma uciążliwości odorowej, ale kłopoty mogą powstać w okresie letnim, w czasie upałów. Profesor Zbierską niepokoiło też sąsiedztwo jeziora. To, że będzie obiekt zamknięty i nie będzie ścieków, nie oznacza, że jezioro jest bezpieczne. Ładunek fosforu, amoniak rozproszy się i osiądzie na gospodarstwach, na terenie w pobliżu jeziora, a gdy deszcz spadnie, to spłynie do wód. To spowoduje degradację tego akwenu wodnego. - A jezioro samo się nie oczyści – stwierdziła. Kolejnym gościem był pan Lesław – mieszkaniec Kórnika, przedstawiciel Stowarzyszenia „My Poznaniacy”. Powiedział, że dolina Samicy jest doliną unikatową, która wpływa na całe dorzecze i teren Wielkopolskiego Parku Narodowego. Złe oddziaływanie na środowisko wcześniej, czy później odbije się na człowieku. W konsekwencji cała ta chemia wraz z jedzeniem znajdzie się na naszych talerzach.(maz)