24 lutego 2018
sobota

Dziś imieniny:
Macieja, Bogusza, Ja¶miny

Nowy numer Kuriera Lokalnego już za 8 dni.

Naszą stronę odwiedziło już 292197 gości.

Strona główna     Kącik fotograficzny      Oferta     Historia     Kontakt






Podział na regiony

   Ogólne
   Stęszew
   Kościan
   Grodzisk Wlkp.


Przydatne adresy

|Policja pow. Poznań|
|Policja Wlkp.|
|Policja Grodzisk Wlkp|
|Policja Kościan|
|Straż Pożarna Kościan|
|Straż Pożarna Grodzisk Wlkp|
|Grodzisk Wlkp. - miasto|
|Grodzisk Wlkp. - powiat|
|Stęszew - miasto|
|Kościan - miasto|
|Kościan - powiat|





Kurier Lokalny wczoraj i dziś:


numer na 20-lecie:



numer na 20-lecie:



numer na 15-lecie:



numer na 10-lecie:



numer na 5-lecie:



Pierwszy numer:



 

 

AKTUALNOŚCI

Urodziny, to okazja do wspomnień

Każda gazeta, to swoista kronika zdarzeń z otaczającego nas świata. Niewiele wiedzielibyśmy o minionych wiekach, gdyby nie ówcześni kronikarze. Obecnie już tylko w środkach masowego przekazu możemy odnajdywać wydarzenia sprzed 20 lat, które zachodziły w naszym regonie, zmiany gospodarcze i społeczne. Kurier lokalny powstał na samym początku tych zmian, obserwował je i opisywał. Dziś dzięki starym egzemplarzom możemy cofnąć się do dni i wydarzeń dawno zapomnianych. Nasza gazeta powstała latem 1991 roku z inicjatywy Burmistrza oraz Rady Miasta i Gminy Grodzisk Wlkp. Miała pełnić funkcję gazety regionalnej. Grodzisk miał ambicje powiatowe, a gazeta była jednym z elementów łączących przyszłe powiatowe miasto z terenem. Pierwszy numer wyszedł pod datą 1 września 1991 roku i obejmował miasta i gminy: Granowo, Kamieniec, Opalenica, Rakoniewice i Wielichowo.

Wydrukowano go w nakładzie 3000 egzemplarzy. Rozprowadzany był przez GS-owskie sklepy w poszczególnych gminach, a dowozili kierowcy rozwożący do sklepów bułki i chleb. Redakcja do dyspozycji otrzymała pokój i telefon w Domu Kultury. KL był, jak cała wówczas tego typu prasa, na garnuszku gminy. Na początku opierał się na pracy ludzi - pasjonatów, którzy wykonując inne zawody, wieczorami pisali artykuły. Wśród tych pierwszych wymienić należy polonistki Katarzynę Warsztę z grodziskiego Liceum Ogólnokształcącego i Bożenę Klapę z ZSZ i Liceum Ekonomicznego, nauczyciela wf z ZSZ - Piotra Stasiłowicza, nauczyciela historii Szkoły Podstawowej Nr 2 - Jarosława Kaminiarza, nauczyciela Andrzeja Piaskowskiego, wychowawcę z Zakładu Poprawczego w Grodzisku Wlkp., potem dziennikarza opalenickiej gazety - Krzysztofa Figaszewskiego, wicedyrektor wówczas grodziskiego ZOZ-u Marię Piechocką i pracownika Urzędu Skarbowego Romana Matuszewskiego. Wspomnieć trzeba jeszcze kustosza Muzeum Rolnictwa w Szreniawie - Olgierda Tomaszewskiego, który przygotował pierwszą winietę i herby gmin będące na okładce. Pasją Ryszarda Brudło z Grodziska Wlkp. było opracowywanie krzyżówek do gazety i wyszukiwanie sponsorów ciekawych nagród. Do grona redakcyjnego należeli również fotoreporterzy - Roman Błażejczak z Grodziska Wlkp. oraz Ireneusz Biechowiak z Rakoniewic. Po kilku miesiącach grodziscy radni stwierdzili, że utrzymanie gazety to droga sprawa i na rok 1992 nie przewidzieli już pieniędzy na jej utrzymanie. Było ciężko. Większość piszących się wycofała. Został nauczyciel wf-u Piotr Stasiłowicz, który pisał o sporcie i naczelna, wówczas nauczycielka języka polskiego. Wiosną na sesji radni przegłosowali, że rezygnują z praw do tytułu. W czerwcu 1992 roku w poznańskim Sądzie Wojewódzkim KL został zarejestrowany, jako gazeta prywatna. Od tamtej pory rozpoczął się cykl poszerzania terenu. Jako, że redaktor naczelna jest kościanianką, tu kończyła szkołę podstawową i LO im. Oskara Kolberga, to wprowadziła kilkaset gazet na rynek kościański. Mało było w nim tematów związanych z Kościanem. - To, co jest ważne i ciekawe dla grodziszczanina, wcale nie musi interesować mieszkańców Kościana - mówił wtedy właściciel firmy Inter Groclin Auto Zbigniew Drzymała. On wówczas też zaczynał budować potęgę swej firmy i jej markę. Przekonał naczelną, że należy zrobić oddzielne wydanie na Grodzisk Wlkp. i oddzielne na Kościan. Ponieważ ciężko było z pieniędzmi wsparł finansowo trzy pierwsze wydania, by gazeta mogła pozostać na rynku. Być może ten gest właściciela potężnej firmy sprawił, że dziś Kurier lokalny może obchodzić swoje 20-lecie. Po półtora roku dołożyliśmy wydanie na Stęszew. To prężna, dobrze rozwijająca się gmina i sympatyczni ludzie. Pismo zawsze było dwutygodnikiem. Wydaliśmy ponad pół tysiąca numerów. Zapisaliśmy ponad 15.360 gazetowych stron. Drukowaliśmy się na początku w kilku mniejszych drukarniach, by od 2001 roku zatrzymać się na dobre w nowoczesnej drukarni Presspublica Sp. z o.o, która została stworzona na potrzeby gazety Rzeczpospolita. Jest to drukarnia typowo gazetowa. Dysponuje maszyną Geoman o wydajności do 70 tysięcy egzemplarzy na godzinę. Przez dwadzieścia lat funkcjonowania Kuriera lokalnego powstawało i kończyło swoją działalność wydawniczą wiele lokalnych pism. Miesiąc po nas powstał, nie istniejący już opalenicki tygodnik „Dzień po dniu” Piotra Cegłowskiego. Obejmował powiat grodziski i nowotomyski. Po trzech latach wszedł na Kościan, by po pół roku się wycofać. Podobny czas powstania miał tygodnik kościański „Zmiany nadobrzańskie”. Z „Dzień po dniu” powstały dwa nowe pisma „Nasz dzień po dniu” i „Dzień nowotomysko-grodziski”. Obecnie funkcjonują już pod nowymi właścicielami i w innym składzie redakcyjnym. Kościańskie „Zmiany nadobrzańskie” przestały całkowicie być wydawane. W międzyczasie powstała jeszcze Gazeta grodziska, która wychodziła około trzech lat i prowadziła ją Wiesława Złotowska, kiedyś redaktor Kuriera lokalnego. Pomagała jej Małgorzata Dudzińska-Marach, też wcześniej związana z naszą gazetą. Pod koniec lat 90-tych, były redaktor KL Franciszek Gwardzik, człowiek uczący się u nas zawodu dziennikarskiego zaczął wydawać swoje pismo. Wydaje do dziś, choć po drodze kilkakrotnie zmieniał jego nazwę i wydawcę. Ostatnio nazywa się Powiaty. Nie jest to typowa gazeta, a raczej biuletyn, dający informacje brane ze stron internetowych urzędów gmin, miast i starostw. Brak w nim reportaży i tekstów prasowych. W Kościanie z kolei na początku lat 2000 zaczęła wychodzić Gazeta kościańska. Rok temu ruszyła Gazeta stęszewska, której wydawcą był ktoś nieznany na lokalnym, prasowym rynku. Po kilku tygodniach nastąpiła przerwa w jej wydawaniu. Potem podjął ją ktoś ze Swarzędza i znów zaniechał. I jeszcze raz ktoś zaczął ją wydawać, ale od kilku tygodni jej już nie widać. Za to pojawia się kolejna, lokalna gazeta. Ma nazwę taką, jak ta sprzed lat, czyli Gazeta grodziska. Istnieje już trzeci miesiąc. Trzeba jej życzyć wiele sił i wytrwałości, bo wcale, w tym gąszczu tytułów, nie jest się dzisiaj łatwo utrzymać. Największym zagrożeniem nie są lokalne tytuły, ale wielkie koncerny prasowe typu Passauer, czy Bauer, które objęły swym zasięgiem większość polskiego rynku prasowego, w tym na przykład Głos Wielkopolski i jego lokalne mutacje. Każda gazeta, to teksty i fotografie. Musi jednak, jak każda firma sprostać trudom obecnego rynku i przetrwać finansowo. Musi płacić ZUS-y, podatki dochodowe i Vat-y. Musi dawać wynagrodzenia, opłacać lokale, prąd i telefony. Aby dojechać potrzebuje samochodów i benzyny. A drukarnia i kolportaż, to kolejne tysiące. 12 sierpnia w Pałacu Stadniny Koni w Racocie odbędzie się jubileuszowy bankiet na 120 osób. Zapowiedziała swoją obecność rodzina Państwa Drzymałów z Inter Groclin Auto. Będą szefowie Grupy Hunters, czyli dwóch prezesów - założyciel firmy w 1990 roku Antoni Żyłkowski i jego syn Piotr Żyłkowski. Będzie też szef Oddziału kościańsko-leszczyńsko-kaliskiego Huntersów Lech Ginter. Jako ciekawostkę trzeba podać, że Antoni był na okładce KL w numerze 2 z września 1991 roku. Będą też ojcowie chrzestni gazety, czyli ci, co wspierali na początku jej powstanie w osobach burmistrza Grodziska Wlkp. Henryka Szymańskiego (wtedy był członkiem Zarządu Rady) i Marka Kineckiego ówczesnego i nadal do dziś Przewodniczącego Rady Miasta i Gminy Grodzisk Wlkp. Wpierał nas wówczas kierownik Urzędu Rejonowego w Grodzisku Wlkp. Przemysław Smulski, dziś mieszkaniec Poznania. W jednej z poprzednich kadencji wiceprezydent Poznania - zastępca Ryszarda Grobelnego. Kurier lokalny swym zasięgiem obejmuje 9 miast i 11 gmin. Jest to gazeta dla zwykłych ludzi, pisana prostym, zrozumiałym językiem. Przedstawiamy codzienne, ludzkie życie. Jesteśmy z naszymi bohaterami w chwilach trudnych. Warto podkreślić, że pokazując tragedie, nie kierujemy się sensacyjnością tematu. Szukamy w tych zdarzeniach ludzi, prezentujemy ich uczucia, które nimi wówczas miotają, odkrywamy ludzkie wnętrze. Przychodzimy do ludzi dotkniętych kłopotami z gestem współuczestniczenia w ich przeżyciach. Rozumiemy stan ich duszy, często rozpacz w sercu. Bohaterowie naszych reportaży zostają w naszej pamięci na długo. Bywa, że wracamy do nich myślami. Minęło wiele lat, a wspominamy często chłopca z Białej Wsi za Grodziskiem Wlkp. Arka Węgrzyna. Gdy miał 9 lat jechał na motorku dziadka - Simsonie. Został potrącony przez samochód. Wpadł do rowu. Stracił przytomność. Wiele miesięcy i lat leżał nieprzytomny. Gdy odwiedziliśmy dom państwa Węgrzynów miał już osiemnaście lat. Nadal nie reagował na otaczający go świat. Oczy miał utkwione w jeden punkt. Przez cały jednak czas rosły mu paznokcie i włosy. Zmężniał. Rodzice karmili go płynnym pokarmem wstrzykiwanym przez nos. Podczas naszej rozmowy mama Arka bardzo wierzyła, że jej syn któregoś dnia otworzy oczy. Lekarze w tym czasie wyrwali Arkowi wszystkie przednie zęby, bo to były mleczaki. Mówiono, że urosną te stałe i może będą mu potrzebna. Arek zmarł w grodziskim szpitalu, jako dorosły człowiek, po wielu latach. Złapała go jakaś infekcja. Z innych spraw dobrze pamiętamy zdarzenie z 1994 roku związane ze śmiercią Tomka Gierłatowskiego ze Stęszewa. 22-letni chłopak, będąc wśród bliskich sobie kolegów, zginął na dyskotece w Stęszewie skopany, zmaltretowany przez bandę z Poznania. Mieliśmy możliwość uczestniczenia w rozgrywającej się tragedii w domu państwa Gierłatowskich. Dotykaliśmy pamiątek związanych z Tomkiem. Siedzieliśmy w jego pokoju. W ten sposób stał się dla nas bliską osobą, choć za życia nigdy nie mieliśmy okazji, by go poznać. Piszemy o ludzkich tragediach, ale nie w wymiarze sensacji, a raczej przestrogi dla innych, bądź podniesienia na duchu, a czasem i wtedy, gdy człowiek dotknięty smutnymi doświadczeniami ma potrzebę wyżalenia się przed innymi. Po tylu latach wydawania gazety wiemy, że ludzie mają już dość czytania, że burmistrz znów uściskał się z wojewodą. Nie interesuje ich, co dobrego chcieli zrobić radni, a raczej, co dobrego z tych chęci wynikło dla przeciętnego obywatela. Tworzymy z myślą o czytelnikach, piszemy dla nich. Cieszą nas dobre słowa skierowane pod naszym adresem. Dlatego pozwolimy sobie na koniec zacytować kartkę, którą kiedyś napisała do nas Bożena Antoniewicz z ulicy Olchowej 3 w Mosinie: „Wszystkiego najlepszego dla tych redaktorów, którzy ją drukują. Jesteście dobrzy. Mało powiedziane - najlepsi. Jestem czytelnikiem Waszej gazety od bardzo dawna. Mam każdy numer, bo nasza Mosina nie ma tak dobrej gazety”. Bardzo było nam przyjemnie czytać te słowa. Dziękujemy za nie, bo tak naprawdę, to nasi czytelnicy tworzą KL. Dzięki nim powstaje wiele artykułów. Oni podpowiadają nam, o czym chcieliby przeczytać, czego szukają i jakich potrzebują odpowiedzi. Ewa Noga-Mazurek KL